Tereny Valfden > Dział Wypraw

Krajobraz z wilgą i ludzie

<< < (38/110) > >>

Elizabeth:
Elizabeth uśmiechnęła się i bez słowa zaczęła wywiązywać się z swojego obowiązku. Początkowo zaczęła przeszukiwać całą kuchnię w poszukiwaniu cebuli, nie wdzięczne to było zadanie, ale dobre na początek. Znalazłszy ją, zaczęła posłusznie obierać z cienkiej skórki, która z łatwością schodziła z cebuli. Następnie pokroiła poziomo w plasterki, zaś je potem pionowo w paseczki, które niedługo później zamieniła w równa i dokładną kosteczkę. Tak samo postąpiła z kiełbasą, perfekcyjnie siekając ją według zaleceń Tristana, tym razem na grubą kostkę. Kończąc swą żmudną, ale satysfakcjonującą pracę zebrała dokładnie pokrojone rzeczy wrzucając je do jednej miski.

- Od razu Tristanie robić skwarki? Nie lepiej poczekać z nimi na moment kiedy będą potrzebne, aby w rezultacie podać ciepłe? - zapytała się nie będąc pewna, czy zaraz nie popełni jakiegoś błędu.

Rina:
Długoucha odwróciła się w stronę upierdliwego mężczyzny by przeszyć go złowieszczym spojrzeniem. - Masz ochotę mnie zaraz stamtąd wynosić? Bo od zapachu tego gówna robi mi się słabo, w ogóle to kto to pomyślał żeby urodziwej kobiecie kazać przerzucać gnój. To robota dla facetów. - zrobiła taką minę ;[ i zniknęła w kambuzie. Ujrzała tam niziołkę i mężczyzne, oboje uwijali się niczym pszczółki na kwiatkach. Długoucha położyła mężczyznie dłoń na ramieniu by go zatrzymać na chwile w miejscu. - Trystan. Pamiętasz mnie? Muszę sobie odbić ten rozwalony paluch, pomogę wam. - puściła mężczyzne, wzięła ostry nóż i obierała cebule. ÂŁupina czy jak to nazwać, schodziła gładko, długie, pojedyńcze pociągnięcia sciągały długie pasy. Gdy obrała kilka cebul, kroiła je o góry na paski szerokości 5mm, następnie poziomo na pasy identycznych wymiarów. Dopytała jeszcze Trystana o wymiary kostki i dokładnie na taką kosteczke pokroiła cebule. Oczy powinny jej łzawić od zapachu cebuli lecz Rina była sprytniejsza, podczas krojenia nie zamykała ust, była to sztuczka która naprawdę działała dzięki czemu nie uroniła ani jednej łzy. Długoucha zajrzała do garnka i sama nie wiedziała co ujrzała, bynajmniej to będzie zapewne ich śniadanie. - Tak w ogóle to co pichcimy? - zapytała mężczyzny. Spojrzała na Elizabeth i uśmiechnęła się do niej, robota aż paliła jej się w rękach, rzecz jasna nie dosłownie bo wtedy już by miała gotowe skwarki ale mniejsza...
Dorwała pęto kiełbasy, rozdzieliła je na pojedyńcze sztuki i zaczęła kroić tak jak w przypadku cebuli, wpierw na paski od góry, pionowo, później na paski poziomo a na końcu na grubą kostke. Mięsiwo położyła na tacce obok mięsa Eli, przy okazji wyczochrała jej włosy z uśmiechem na ustach. - Tryst, co teraz? Ela wszystko dobrze?

Elizabeth:
Elizabeth spojrzała na nią troszeczkę jak na idiotkę. Jej powieka drżała ze zdziwienia, a buzia bezwiednie zastygła, tworząc taką minę  <huh>.

- Czy ty przypadkiem nie miałaś robić czego innego Rina? I w ogóle czemu robisz to samo co ja? Uważasz, że sobie nie poradzę, że jestem niesfornym, małym dzieckiem, które nawet w kuchni nie umie pomóc?

Rina:
- W żadnym wypadku nie sądze o tobie nic złego. - zaśmiała się radośnie. - Swoje już zrobiłam i przyszłam pomóc. Rzecz jasna ręce umyłam w beczce przed przyjściem tutaj, chociaż w ogóle się nie ubrudziłam. Ciesz się Elizabeth że nie musiałaś tam przebywać, od tego zapachu aż słabo się robi. - spojrzała na kobietę przepraszającym wzrokiem. - Powiedz tylko słówko a usunę się, chciałam tylko pomóc. Wybacz. - spuściła głowę.

Elizabeth:
- Nie szkodzi - odparła ściszonym głosem - nie chce po prostu, żebyś potem miała przeze mnie jakieś kłopoty. Doceniam to bardzo, ale trzeba przyznać, że chyba masz talent do koni, że tak szybko wywiązałaś się w pełni ze swoich obowiązków. - mówiła wciąż krojąc kiełbasę, tak na wszelki wypadek, żeby na pewno nie zabrakło dla tych łakomczuchów na statku.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej