Tereny Valfden > Dział Wypraw
Kojący dotyk Enart. Ogrody Erosa.
Szarleǰ:
Nie minęło dużo czasu, a Szarlej, który niedawno opuścił statek, znów się na nim pojawił. Zrobił wszystko, co miał do zrobienia, był zatem gotowy, by ruszać w drogę. Mimo to, że wyprawę z góry potraktował jedynie jako pewne taktyczne zagranie, mające na celu przede wszystkim zmylenie przeciwnika, teraz czuł ekscytację na myśl o zbliżającej się podróży, wyprawie i przygodzie. Miał ogromną nadzieję, że uda mu się wrócić w jednym, ciepłym, oddychającym kawałku.
Oparł się łokciem o burtę i zawiesił wzrok na niewzburzonej tafli wody, czekając na pojawienie się kapitana i wypłynięcie na tajemniczy archipelag.
Creed Canue:
- Dzięki, mam nadzieję że jeszczę się zobaczymy, trzymaj się tam. - po chwili powiedział do maurenki - Ty też nie daj się zabić. mrugnàł o tak do nich ;) i zszedł z statku i udał się w miejsce gdzie był potrzebny
// 147+80=227 grzywien
Canis:
Salazar wskazał wynajętym pracownikom statek.
- Obsługujecie dzisiaj Krwawego Graala. Mamy już duży poślizg w czasie, cały dzień, zaraz musimy wypływać, więc do roboty przy ożaglowaniu i tej reszcie tam. Sterniku, nie będziesz miał swojej kajuty tak jak i ja miał nie będę, oddamy je kilku osobom z pokładu, dalej, tu masz mapę. - powiedział oddając pergamin z wyznaczoną trasą. - Wprowadzisz nas do zniszczonego portu Fentil.
Powiedział i wszedł na pokład gdzie zastał wszystkich gotowych do podróży.
- Witam was na kolejnej podróży na Chatal, niektórych nawet ponownie! Będzie to krótka wycieczka, znacznie krótsza od poprzedniej. Udamy się do portu Fentil, stamtąd będziemy mieli tylko kilka set metrów do małego portu, z którego dopłyniemy na Ogrody Erosa.
- Chciałem was serdecznie przeprosić za to obsunięcie w czasie, jednak była to wina nie do końca zależna ode mnie, chociaż po części... mogłem się o to zatroszczyć szybciej...
W czasie tej przemowy 8 marynarzy zdążyło już wciągnąć kotwicę, wciągnąć trap uniemożliwiając wejście na pokład, a zarazem częściowo opuścić żagle dając możliwość wypłynięcia z portu delikatnym ruchem.
- Za chwilę całkowicie opuścimy port i zajmiemy się życiem na morzu... Pani Evening Antari, widzę sporą ilość bagażów, no no, nie wiem czy w ładowni będzie dość miejsca. Ale wiem gdzie będzie go dostatecznie dużo, by zmieścić... Zajmie pani kajutę kapitańską, myślę, że jakoś uda się pani jeszcze tam przypadkiem zasnąć między tymi bagażami. - Oto klucz.- Powiedział podając drobny kluczyk na złotym łańcuszku. - Z pewnością nie jeden i nie dwóch marynarzy zaraz pomoże Pani zanieść bagaże do kajuty.
Jak powiedział tak też pstryknął palcami na dwóch najbliżej krzątających się marynarzy, którzy byli gotowi by zanieść owe bagaże.
- Panno Anette, Pani uda się do kajuty, którą już pani zna, to kajuty pierwszego oficera.
- Panno Armin, pani zajmie kajutę mojego kwatermistrza, którego ogarnęła dziwna choroba, zwana "ociężałą pracą izby lordów", cokolwiek to znaczy wierze, ze lekarz miał rację. Wszystkie te trzy kajuty znajdują się na górnym pokładzie mogą panie odpoczywać i korzystać z miejsca do woli, w razie potrzeby, wystarczy zawołać mnie, czy któregoś z tutejszych tęgich mężczyzn, chętnie i z pewnością pomogą.
- A ja jak i każdy pozostały członek załogi w tym podróżnicy, mamy ogólną noclegownię pod pokładem, dużo miejsca, dużo wyrek, ale mam nadzieję, że będzie dość ciekawie nocą, by nie musieć spać. Jeżeli są osoby, które chciały by pomóc przy obsłudze statku, to zapraszam, marynarzom pomoc się przyda, warto by też ktoś zasiadł an tym gapi gnieździe czy jak to tam u góry... Własnie.
- Kwestie żywieniowe... w ładowni mamy żywność jaką chcecie, wystarczy pójść i brać, są tam wywieszone wędliny, warzywa i owoce. Zwłaszcza owoce, dostaliśmy darmowe skrzynie jabłek, korzystajmy póki mi przyznali! W pokładowej kuchni sami możecie co nieco przyrządzić, tylko byście mi nie spalili łajby, ogień w palenisku jest. W ładowni powinno być też pieczywo, bułki, na słodycze bym nie liczył.
- Dalej, jestem z natury upierdliwy i nie lubię kłótni, więc dla wesołości i radości mam nadzieję, ze urządzimy sobie małą imprezę pokładową, co by rozluźnić napięcie i niezadowolenie z takiego kapitana, a tym samym własne nastroje, pod pokładem mam schowane najczystsze 10 litrów jęczmiennej. - mówił ewidentnie do męskiej części załogi, zwłaszcza dot ej, która lubiła wypić. - Dobrze by było wnieść już to na pokład co by później nie szukać...
Tak jakby zaczął mówić i zanudzać wszystkich swoją przemową, zaś w tym czasie statek opuścił już port, a żagle rozpostarto po całości, wiatr napędzał łajbę co sił wiejąc w żagle i nadymając je na przód w głąb oceanu...
Silion aep Mor:
Krasnolud jak to krasnolud, wyczuł wódke, od razu w jego sercu zapałał ogień. Wesoło rzekł do kobiet. - Mam nadzieję że beda was dobrze traktowali. Przepraszam na chwilkę. - uklonil sie i ruszyl pod poklad, gdy tam byl odszukal beczke z jeczmienna i wytoczyl na poklad. Przy pomocy toporka rozbil pokrywe i zasmial sie. - Na zdrowie! - rzekl wesolo po czym wrocil do kobiet.
Szarleǰ:
Gdy kapitan pojawił się na pokładzie wraz z brakującą częścią załogi Krwawego Graala, Szarlej lekko już przysypiał. Nie to, żeby czekał zbyt długo, był jednak dość zmęczony po poprzednim zleceniu, jak i nocnej, papierkowej robocie, którą jako kanclerz musiał wykonać przed wypłynięciem. Zawieszony gdzieś między snem, a jawą, nie zauważył, kiedy wokół zaczęło się coś dziać, a statek mozolnie odbił od brzegu i skierował się ku otwartym wodom, opuszczając portową zatokę Atusel.
W pewnym jednak momencie przemowa Salazara zadziałała na niego pobudzająco, niczym mocna kawa. Wzdrygnął się wyrwany z pół-snu, otworzył oczy i rozejrzał dokoła nieco zdezorientowany, a w jego głowie echem odbijały się słowa kapitana: "10 litrów jęczmiennej".
W tym momencie jego ekscytacja sięgnęła zenitu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej