Tereny Valfden > Dział Wypraw

Bo czasem przychodzi czas na poświęcenia

<< < (2/6) > >>

Ibnnin:
//Tak na przysżłość.. W niektóre dni, nie jestem dostępny od 19.00 do 02.00 Imprezy :v

Pod konarami nie było wcale aż tak źle, jak mogło by się wydawać. Okryty gałązkami, schowany pod drzewkiem, spoglądając w piękne gwiazdy na niebie, dość szybko zasnąłeś. Był to sen spokojny, choć zdarzyło Ci się kilkakrotnie razy obudzić z wrażeniem, że jesteś obserwowany...
Rankiem, gdy zdążyłeś się już wyspać, spostrzegłeś jeden ważny szczegół.. W okół Twego "leża" znajdowały się ślady. Ludzkie. I nie tylko...

//Jest godzina 10.00, +15 stopni

Thorbjørn:
Olbrzym po prześledzeniu śladów stanął na pniu i zaczął się rozglądać. Stwierdził, że skoro jego zadanie nie ma limitu czasu to zbada te dziwne tropy. A nóż widelec poprowadzą mnie do tego dziwactwa co to dzieciaki porywa - pomyślał i zaczął szukać źródła śladów.

Ibnnin:
Do "porywaczy biednych i niewinnych czarnych dzieci" ślady na pewno by Cię nie doprowadziły, wszakże hrabstwo Kevan, gdzie leżał Twój cel, znajdowało się jeszcze wiele kilometrów od obecnego miejsca pobytu. Jednakże, podejrzane ślady, które pojawiły się podczas Twojego snu, nie jednego zastanowiłyby. Mówią przecie, że w lesie powinno być spokojnie. ÂŻe tylko dzikie zwierzęta mogą zaatakować. A ślady, które dane było Ci dojrzeć, nie należały do czworonogów.
Odciski kierowały się na północ, w głąb lasu, daleko od głównego szlaku... Wybór był Twój, gdzie się wybierzesz.

Thorbjørn:
Woj po kliku krokach na północ przystanął. Popatrzył w chmury i zagłębił się w rozmyślaniach.
To nie były jego ojczyste ziemie. Nie znał jeszcze tutejszych zagrożeń, ba czasem nawet ciężko było mu się dogadać z niektórymi ludźmi. Pomyślał, że słabo by było zginąć w środku lasu niczym jakiś prosty wieśniak, nie zostawiwszy czegoś po sobie. Choćby wspomnienia, błahej wzmianki o cudzoziemcze zwanym Thorbjorn, który zawędrował na te ziemie.
Zawrócił na szlak. Wyciągnął topór i wykonał spory znak "X" na drzewie, które leżało na linii prostej od jego legowiska, po czym ruszył w dalszą drogę gościńcem.
Zamierzał tu jeszcze wrócić.

Ibnnin:
Poranek nie był najgorszy. Chmury, które do niedawna się kłębiły nad głowami, teraz niemal wyparowały, a ty sam miałeś okazje oglądać przecudne widoki. Słońce świeciło Ci w twarz, oświetlając Twe... lico.
Gdzieś w oddali usłyszałeś krzyk. Był to jednak jeden, krótki i przerwany krzyk, który mógł być tylko Twoim wyobrażeniem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej