Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Revarskie pieśni: Zapach jaśminu
Dragosani:
Przez ciemny las jechał na koniu samotny wampir. Kaptur jego pancerza był ściągnięty, podobnie jak maska. W nocy ich nie potrzebował. Z ramion spływał czarny płaszcz, zrobiony gdzieniegdzie białymi nićmi. Takimi też nićmi wyszyty był niewielki herb rodu Antares na kołnierzu płaszcza. Prawą dłoń miał ukrytą w rękawicy. Lewą nie. Lśniła lekko blaskiem demonicznej mocy.
Dragosani Antares zmierzał w kierunku miejsca, gdzie miały zebrać się osoby mające wyruszyć na północ w celu zażegnania zagrożenia ze strony dzikich wampirów. Baron był dobrze przygotowany na taką ekspedycję. Przy siodle, w skórzanym pokrowcu, zawieszona była włócznia o srebrnym grocie. Idealna broń na wampiry. Do tego Antares wziął także swoją wierną szablę, oraz pistolet i sztylet, z którymi nigdy się nie rozstawał. Oczywiście miał także osobisty zapas krwi. Szyję zdobił naszyjnik wykonany z trofeów. Z rogów pokonanych demonów.
Koń szedł przez las, niosąc na swoim grzbiecie wampira. Zwierzę parskało cicho i niespokojnie. Zapewne wyczuwało zapach innych zwierząt w okolicy. Może wilków, może jeszcze czegoś innego, co kryło się w mroku. Antares położył dłoń na szyi woerzchowca, w uspokajającym geście. Nocą nic nie mogło zaskoczyć wampira. A jeśli coś byłoby na tyle nierozważne aby zaatakować... cóż, Drago znał swoje możliwości i wiedział, że poradziłby sobie.
W oddali usłyszał głosy. Zbliżał się do celu. Popędził nieco konia, aby jego szybsze i głośniejsze kroki ostrzegły czekające już osoby. Podkradanie się do czyjegoś obozu w nocy mogło wszak wywołać gwałtowną reakcję. Po chwili ukazał się w świetle ogniska. Obrzucił spojrzeniem zebranych.
- Witajcie - rzekł i zwinnie zszedł z konia. Przywiązał go obok zwierząt pozostałych i podszedł do zebranych.
Gunses:
- Witaj - powiedział Gunses i przywitał się z Dragosanim.
- Drago, miło Cię widzieć - uśmiechnęła się uroczo Setmre.
Dragosani:
Antares uścisnął dłoń Cadacusowi. Co ciekawe, dawno temu w odległej galaktyce, wyznawcy tak różnych domen jak ci dwaj, zapewne byliby bardziej zainteresowani toczeniem bojów na śmierć i życie, niż przyjacielskimi gestami. Ale to nie te czasy i nie ta galaktyka. Drago uśmiechnął się po swojemu do Setmre.
- Jak zawsze - odparł. Nie byłby sobą, gdyby nie powiedział czegoś w tym stylu.
Nessa:
Kiedyś ten dzień, a właściwie zmierzch, musiał nadejść. Zawsze jednak Nessa sądziła, że to będzie "jutro". Nie dzisiaj. "Teraz" jest za wcześnie, więc hrabia Cadacus następnego dnia dopiero roześle wici. Bez pośpiechu. Może nawet sprawa sama się wyjaśni. Deszcz srebra nie byłby złym rozwiązaniem.
Przygotowania wprawdzie zaczęła już dawno, jednak ciągle odsuwała od siebie myśl, że będzie musiała opuścić stolicę i udać się w nieprzyjazne góry, które przez krótką chwilę mogły być jej domem. Zrezygnowała jednak z tego niewielkiego zakątka na rzecz ciągłej ucieczki, by znowu wrócić i zastać jeszcze większy bałagan. Jednak teraz nie czas było to roztrząsać. Teraz długoucha miała jeden cel - zachować głowę na swoim miejscu, jednocześnie nie będąc kompletnie bezużyteczną. Chciała pomóc, ale nie zapominała, że przeżycie jest diabelnie ważne nawet jeśli czujesz się zupełnie beznadziejnie.
Koń zaczął stąpać bardziej nerwowo. Tinuviel spędziła wystarczająco czasu w siodle, by to zauważyć. Zdążyło ją to zaniepokoić, lecz już po chwili do jej uszu dotarły nierozpoznawalne głosy. Była blisko. Przełknęła ślinę i pogładziła wierzchowca po szyi. Gdyby ją zapytać, jak go nazwała, zmieszałaby się, próbując zmienić temat. Nie wymyśliła jeszcze imienia, a i nie była pewna, czy chce. Za takim imieniem idzie przywiązanie i odpowiedzialność, a to dla Nessy bardzo wiele. A na pewno wystarczająco, by uciec na drugi koniec wyspy.
Zsiadła z konia i ruszyła powoli w stronę zbiorowiska. Na miejscu długoucha przywiązała wierzchowca. Teraz było tylko trudniej. Musiała się przywitać, a chociaż zaznaczyć swoją obecność. Poczucie wstydu jej nie opuszczało. Bez słowa zatem podeszła do hrabiego i jego partnerki, kłaniając się lekko, jak zwykła to robić. Na Draga jedynie przez krótką chwilę spojrzała, bo nie była pewna, czy nie przerwała jakiejś istotnej rozmowy.
Gunses:
- Witaj Nesso - powiedział Gunses i wyciągnął dłoń na przywitanie. Setmre wychylając się zza niego powiedziała
- Piękny łuk, Nesso - zauważyła broń - Ale miecz chyba nie od nas, hm? Haha - rzuciła lekkim żartem odnośnie konkurencji
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej