Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Revarskie pieśni: Zapach jaśminu

<< < (39/40) > >>

Gunses:
Gunses zawlekł jednego wilka na wielkie drzewo i tam posilił się jego krwią odzyskując utracone siły.

Lithan le Ellander:
Chmara ptaków wrzeszcząc leciała nad mrocznym lasem. Noc ogarnęła wyspę na miesiąc, czyniąc ją królestwem wszelkich istot, które umiłowały sobie cień i mrok. Kruki obniżyły lot, spadły pomiędzy drzewa, na skaliste zboczę, które opadało w dolinę. Dolina mieściła w sobie nieżywe miasto. Miasto to zdążyło zarosnąć młodymi drzewkami, krzewami i bylinami, które teraz wystawiały swe wierzchołki znad wielkich zasp. Czasem ze śniegu wystawały tylko kominy i dachy domostw. Czasem widać było skrawek ulicy, po której w przeszłości przemieszczali się mieszkańcy zapominanego miasta. Kruki zbiły się w kłębowisko, uderzając o siebie rozpadały się w strzępy czarnego dumy, w czarną zawieruchę, z której wyłonił się Elf, wchłaniając w siebie całą czarną mgłę. W koronie wielkiego modrzewia coś zasyczało. Mógł być to leszy, jednak to nie był on. I Lithan dobrze o tym wiedział.

Gunses:
Gunses odpiął butelkę krwi i wypił ją.

- 1x flakonik 0,3l z ludzką krwią

Gunses:
Gunses odpiął butelkę krwi i wypił ją.

- 1x flakonik 0,3l z ludzką krwią

Gunses:
*Bielawy - wieś położona południowy-wschód od Efehidionu*
Od samego rana Ania wiedziała, że ten dzień będzie dla niej niezwykły. Dzisiaj były jej urodziny. 19 lat temu, w święto ostatniego dnia wiosny Ania przyszła na świat. Mówiło się, że wymknęła się śmierci, które dotknęła podczas porodu jej matkę. Rano do jej chałupy, w której mieszkała z ojcem, wleciał skowronek. Usiadł zagaszonym kaganku i śpiewał tęskno. Skowronek, o dziwo, dał się złapać i wypuścić na zewnątrz. Ania nie mogła wiedzieć, że kilka minut później jego serce pękło a on spadł na drogę prowadzącą do lasu, prosto pod koła ciągniętego przez dwa muły wozu, który powoził jej ojciec. Słońce rozświetlało okolicę. Trawy i kwiaty kołysały się lekko jeszcze wiosennie silnym, ale już letnim, gorącym powietrzem. ÂŁąka była równa, rozciągła się za wsią, aż po horyzont. Dzisiejszego dnia nikt nie wyprowadzał bydła, wszyscy szykowali się do wielkiego ogniska i zabawy na łące aż do rana. Tak w Bielawach witało się lato... Na skraju wsi, pośród krzaku ciemnego bzu, zakwitł jeden jedyny biały kwiat...


*Grobowiec na cmentarzu położony 4 km od Metr, Revar*
Gunses sposobił się do wyjścia na polowanie. Ponad dwa miesiące spędził w lasach Revar. Nie był to zmarnowany czas. Każdej nocy, od zmierzchu aż do światu, przeczesywał ziemie Revar eksterminując pomniejsze grupy wampirów. Był tu sam. Walka z wampirami nie była rzeczą prostą, zwłąszcza, gdy ich grupy składały się z kilku osobników. Jednakże szkolenie w Mrocznym Pakcie, jakie Gunses odebrał, pozwoliło mu na uniknięcie śmierci.
W ciągu dwóch miesięcy przemierzał puszczę revańską w poszukiwaniu ludzi - dookoła nich zawsze roiło się od wampirów. Ocalonych prowadził do Targona, a ten zasiedlał nimi oswobodzone wioski. Zachodnie Revar zaczęło z wolna przypominać ziemię ludzi. Północ i wschód nadal były dzikie i niedostępne.

Wampir oczyścił już ostrze z krwi wampirów zabitych nocą. Powolna eksterminacja była skuteczna - w Metr zostawało coraz mniej wampirów.
- Kiedy zamierzasz ruszyć? - zapytał Lithan
- Dziś, może jutro. Przydałaby mi się Twoja pomoc. A raczej sama Twoja Moc.
- Nie wiem czemu tu przybyłem...
- Dokładnie wiesz, czemu tu jesteś. Nie zwykłeś robić czegokolwiek bez zastanowienia i bez korzyści dla siebie i swoich planów.
- Co Ci będzie potrzebne?
- Czas... - powiedział Gunses.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej