Tereny Valfden > Dział Wypraw
Zapach mięty i bazylii
Gaorth:
Człowiek początkowo po usłyszeniu treści krzyków zza obory, nie chciał tam iść bo najzwyklej w świecie bał się że stanie się mu krzywda lecz z drugiej strony miał dość silne zainteresowanie zaistniałym wydarzeniem, w końcu żeby zaspokoić swoją ciekawość Gaorth zaczął wyjaśniać sobie - Pewnie to jakiś zabłąkany wędrowiec który wdał się w kłótnię z miejscowymi albo nawet i drobny złodziejaszek przyłapany na próbie kradzieży - Jednak te myśli ani trochę nie zgasiły dociekliwości. Ostatecznie ciekawość wygrała i łaknący chęci poznania Gaorth zaczął szybki marszem zmierzać w stronę obory zza której dobiegają krzyki.
Funeris Venatio:
Ujrzał grupkę kłębiącą się nad jakąś pojedynczą postacią. Byli to głównie ludzie, badajże dwóch maurenów i jeden ork w stroju kowala, z ognioodpornym fartuchem. Byli ubrani jak zwykli wieśniacy, w proste i użytkowe ciuchy, nieznamionujące absolutnie żadnej finezji i polotu. Któryś tam trzymał w ręku lagę, inny wyrwaną sztachetę z płotu, a jeszcze ktoś miał w ręku widły, o które się akurat teraz opierał. Kowal trzymał wielkie i ciężkie obcęgi. W środku całego zamieszania znajdował się krasnolud. Szturchany, opluwany, z rozciętą skórą na czole i wyraźnie podbitym okiem. Był sam, a wokół niego kłębiło się około dziewięciu postaci. Wszyscy stali za oborą, obok gnojówki. Za nimi rozciągało się pole z kapustą i ziemniakami. Na końcu pola rosła rozłożysta, dorodna lipa.
Funeris Venatio:
//Jeżeli przewidujesz jakąś dłuższą przerwę, to dobrze o tym Prowadzącego poinformować.
Gaorth:
Gaorth od samego początku zobaczenia tego wydarzenia, wiedział że linczowany krasnolud musi zostać uratowany z rąk agresywnych wieśniaków żeby czasem nieszczęśnik nie został powieszony na tej wielkiej lipie w , więc człowiek musiał coś wykombinować żeby ocalić biedaka : początkowo chciał wejść w tłum żeby potem wejść jeszcze głębiej czyli w środek całego zamieszania i rozpocząć walkę z wieśniakami, lecz chwilę później Gaorth stwierdził że takie zuchwałe posunięcie może skończyć się bardzo źle co najmniej brutalnym pobiciem, dlatego też zrezygnował z ryzykownego pomysłu na rzecz innego bardziej bezpiecznego, niedługo potem obmyślił całkiem nową strategię a więc podstawą tej taktyki było : Zbliżenie się do tłumu potem przyciągnięcie na siebie uwagi przez jakiś hałas, po to żeby w drugiej kolejności patrzącym istotom pogrozić bronią w celu ich przestraszenia. Człowiek natychmiastowo przystąpił do realizacji swojego planu więc najpierw żeby być blisko wydarzenia zaczął iść szybkim marszem w jego stronę, po niecałej minucie Gaorth był około 4 metry więc w takim razie był dosyć blisko od tłumu, pierwszy punkt taktyki został wypełniony zatem teraz przyszła kolej na kolejny czyli przyciągnięcie uwagi, albowiem wędrowiec nie miał nic poza jego wiernym uzbrojeniem toteż musiał go dobrze wykorzystać, po chwili niespodziewanie do głowy przybysza pojawiła się dość ciekawa myśl która zakładała ona użycie miecza i tarczy jak bębna i pałeczki, człowiek stwierdził że to będzie bardzo dobre rozwiązanie i tak też zrobił : Wyjął oręż i tarczę a następnie wziął obydwa przedmioty delikatnie rąk po czym zaczął uderzać bokiem ostrza miecza w tarczę, chlastał dosyć mocno tworząc w ten sposób głośny łomot, całą czynność uderzania robił z dość niską częstością.
A, tak z góry przepraszam za moją nieobecność spowodowaną niestety moim lenistwem.
Funeris Venatio:
//W tym poście były dwie kropki. Dwie. A to miało 13 linijek tekstu. Wiesz jak takie coś się czyta? W ogóle przeczytałeś później ten post? Bo już o wszystkich babolach stylistycznych można napisać esej...
Wieśniacy odwrócili się znacznie szybciej, zanim jeszcze Gaorth wpadł na ten genialny pomysł z dobywaniem broni w obecności rozjuszonego tłumu znęcającego się nad jakąś postacią. Dojrzał go kowal, który akurat stał tak obrócony, że miał nową postać tuż przed sobą. Zwrócił uwagę swoich współplemieńców, podnosząc niemały raban. Wnet większość skupiła swoją uwagę na Gaorcie, który mimo wszystko to właśnie chciał osiągnąć.
- Kim ty, kurwa, jesteś?! - wrzasnął jeden z maurenów, celując w Gaortha widłami. Jego kolega z wielką i twardą lagą stanął nieco z boku, zachodząc człowieka od lewej. Kowal zachodził go szybko od tyłu, mając w rękach te potężne obcęgi i młot, którego wcześniej nie było widać. Kilka postaci nadal pilnowało i szturchało krasnoluda.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej