Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pośród traw i starych drzew: Szeptucha

<< < (13/18) > >>

Thulhu:
Zasyczałem szyderczo, po czym skóra na mojej twarzy ułożyła się w uśmiech. Był to przerażający uśmiech, który był najbardziej typowym uśmiechem Jaszczuroczłeka. Ukazał on szereg zębów, po których spokojnie spływała toksyczna ślina.
- Jestem Jaszczurem. I jak dobrze pewnie wiesz, my nie słyniemy z wyrozumiałości. Zaszczyciliśmy się piekielną odpornością na rany, zabójczymi ogryzieniami i silny ogonem. Spójrz na moje zęby- Po czym wyszczerzyłem je jeszcze bardziej.- Ugryzienie ich, jest w stanie zabić praktycznie każdą istotę. Jednak, względem ciebie mam inne zamiary. Ugryzę cię i będę patrzył jak umierasz, by chwilę przed twoją śmiercią zaczął skórować cię.- Uśmiechnąłem się po tym- Jednek Ventepi, patrzy na ciebie przychylnym wzrokiem. Więc masz szansę, uniknąć losu wielu, którzy gineli od tortur Jaszczurów...- Po tych słowach, puściłem oko, do elfa, by go uspokoić.

Progan:
- Eh... Czego chcesz odmieńcze?

Kenshin:
Człowiek chwytając dłoń wstał i kiedy już pozbierali rośliny mogli ruszać w drogę powrotną, bo należało wyleczyć biedne zwierzęta. - Zatem wracajmy. Na szczęście, nie mamy daleko. Rzekł to i ruszył w stronę świątyni na drzewie przysłuchując się żywemu lasu. Natura była w pełni obudzona i zdało się usłyszeć różne jej odgłosy, co bardzo ucieszyło czarnego orka.     

Thulhu:
- Czego tu chciałeś? I kto, chciał byś wynosił stąd trofea, bez zezwolenia? Przecież wiesz, że te lasy należą do konkordatu.'/i]- Po tych słowach, ściągnąłem prowizoryczny bandaż, gdyż z ran pozostały tylko strupy. - Niech Ventepi, uzna co ma z tobą się stać.- Po czym skinąłem, głową w stronę wilków.

Progan:
//: Progan i Kenshin

Dotarliście do czerwonej świątyni. Kapłanka wyszła do was,


//: Thulhu i Iwaerin

Wilki warczały ale nie rzuciły się na człowieka. Nie był on ich pożywieniem. Nie polowały na ludzi. Nie zabijały dla przyjemności.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej