Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wesele Devristusa i Patty Morii [wyprawa fabularna]

<< < (6/7) > >>

Nessa:
- Zatem to najpożyteczniejszy sposób praktykowania religii - odparła, omijając zupełnie temat Aragorna. Jakoś dziwnym trafem wszystkie krasnoludy na tej wyspie były mu kompanami. Jednak długoucha nie chciała teraz rozmawiać o zmarłym. To wciąż była widoczna rana, choć już się nie jątrzyła. Liczyła, że może ktoś inny zabierze głos, bo gdy ona się wypowie, to radosny czar tego dnia trochę pryśnie. Lepiej martwych nie przywoływać.
Z alkoholu zrezygnowała zupełnie, bo wiedziała, że nie będzie mogła przez cały dzień i całą noc świętować z młodymi, którzy nie do końca byli tacy młodzi. A raczej Devristus nie był. W każdym razie wzywały ją obowiązki.

Dragosani:
I nastała taka martwa cisza. Martwa zupełnie jak Aragorn. Taka, co kiedyś nie była ciszą, ale teraz jest, bo jest martwa. Jak Aragorn. Bo on był martwy i na pewno już nigdy nie zostanie wskrzeszony.
- Ehm... - odchrząknął Drago. Zerknął czy każdy ma coś tam do picia, nieważne czy alkohol, czy sok poziomkowy. Wstał, biorąc swój puchar. Krew niestety już skończył, więc pozostawało wino, czy coś tam.
- Więc chciałbym wznieść toast za młodą parę! Znaczy w sensie za Devristusa i Particię, a nie, że za parę wodną. Bo to byłoby głupie - zażartował. Odpowiedziała mu cisza. - Ehm, więc za zdrowie młodych! - zawołał i napił się w toaście.

Domenik aep Zirgin:
- Za zdrowie starego dziada Devristusa i nie takiej już młodej ale nadal zgrabnej Patrici! Zakrzyknął krasnolud i upił kolejny już kufel piwa. Zastanawiał się gdzie podział się tort weselny.

Nessa:
Długoucha uniosła jedynie swój kielich z uśmiechem. Tak wybitnych toastów nikt nie przebije. Tajemnicą natomiast było, co znajdowało się w jej kielichu. To, że nie chciała się dzisiaj spić, nie znaczyło, że nie może łyknąć sobie winka na ten przykład.
Niestety jej szampańska zabawa musiała szybciej dobiec końca i po jakiejś godzinie opuściła wesele, żegnając się z parą młodą i składając im ponownie życzenia. Obowiązki wzywały. A jakimiś magicznymi konkordatowymi sposobami jej koń o imieniu Koń czekał w pobliżu rezydencji hrabiego, więc szybko oddaliła się, słysząc jedynie delikatnie dźwięki muzyki.

Dragosani:
Wesele jakoś mało było wesołe. Przynajmniej według Draga. Nie żeby narzekał, ale widział nieco bardziej radosne przyjęcia. No, ale nie każde musi udać się tak, jak to było zamierzone. Spędził tam jeszcze trochę czasu, pogadał z kim się dało, po czym pożegnał się i sobie poszedł. Konia swojego tu nie miał, ale przecież karoce, które przewiozły gości miały także za zadanie ich odwieźć, czyż nie? W kazdym razie wampir wrócił do stolicy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej