Tereny Valfden > Dział Wypraw
Do Ekkerund i nazad
TheMo:
Czas upłynął wam na jedzeniu, piciu i gadaniu. Koń odzyskał siły i wstał. Gienio wziął z wozu wór owsa i podszedł z nim do pyska konia.
-Koń tyż stworzenie boskie. Podje troszka i wrócą mu wszystek siły.
-Kto wie czy w pobliżu nie ma ich jeszcze więcej. Idziesz Kazio sprawdzić?
Kazmir MacBrewmann:
- A jak Was co napadnie w tym czasie? Siedzimy tu dość długo by stwierdzić że wincyj ich nie ma. A jak są... poszczujem je z pistolca.
TheMo:
-Masz rację. Jedziemy.
Wszystko było gotowe. Krasnoludy zapakowały się na wóz a Gienio strzelił lejcami i kontynuowaliście podróż.
Kazmir MacBrewmann:
I tak jechali, Kazmir nucił pewną piosnkę. Nie nię tę o złocie ani o piwie.
//www.youtube.com/watch?v=ytWz0qVvBZ0
TheMo:
Gienio przyłączył się do nucenia.
-Widzę, że każdy krasnolud zna tę pieśń. Cholibka, zaraz się ściemni. Przez te muchy straciliśmy za dużo czasu. Gienio, jak tam koń?
-Już zwalnia. Trza bydzie się zatrzymać i przekimać pod chmurką.
-Taki był plan. No cóż, musimy pójść spać wcześniej i wstać wcześniej, żeby na następną noc zatrzymać się w karczmie. Eh, wyludnione te tereny. Na szlaku zaledwie jedno schronienie. Stajemy Gienio i rozbijamy obóz.
Krasnolud zatrzymał wymęczonego konia i zeskoczył z wozu. Poszedł po wór z owsem dla konia.
-Kazio, poszukaj drewna. Ja zajmę się jedzeniem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej