Niziołek przysłuchiwał się z podziwem i zainteresowaniem. Gdy wódz skończył mówić on zaczął. - To fakt że driady zaskakują, właśnie przez takie coś Rina nie żyje, nie tylko ci wojownicy szkodzą leśnej społeczności driady też, elf też jest dzieckiem lasu i został zabity, tutaj w lesie, zupełnie bez powodu. Ale nie o tym chcę mówić. Wódz dobrze gada w lesie co rusz każdych gatunków przybywa trzeba je trochę uszczuplać gdyż w końcu pewne osobniki wyprą swoją liczebnością i siłą inne, słabsze i mniejsze, co przyczyni się do wymierania gatunków. Odstrzał powoduje regulację liczebności co nie tyle szkodzi lasom co im pomaga ponieważ przywraca balans w ilości zwierzęcych jednostek. - wziął głęboki oddech. -Lasy to jedyne miejsca dane nam przez bogów z których możemy wszyscy równo korzystać. Od zawsze wilki polowały na zające czy owce, a ludzie na te wilki. Taka jest kolej rzeczy że silniejszy zjada słabszego. Tak kręci się okrąg bytów. Po za tym każde stworzenie na ziemi, w wodzie czy w powietrzu musi jeść i je, natura wcale im tego nie wypomina, dlaczego więc ci mężczyźni którzy też starają się zaspokoić podstawowe potrzeby bytowe rasy ludzkiej szkodzą lasom? - zapytał driady. - Mówisz że drzewa się złoszczą, ale dlaczego? Wszak drzew nie niszczą tym że polują na zwierzęta. Powinniście sobie podać ręce w akcie zgody gdyż wina leży po obu stronach, wy jako obie strony mordujecie się nawzajem tak naprawdę bez celu ponieważ w tym przypadku każdy z was zabija zwierzęta, jak by tego zabijania nie tłumaczyć, usprawiedliwiać i tak nim jest... - i zakończył.