Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Alchemik druidowi bratem

<< < (52/119) > >>

Rodred:
Zobaczyłeś, że leżą wyprane na kupce koło łóżka. Musiałeś ich nie zauważyć wychodząc.

Mourtun:
Niziolek ubral sie powoli, kazda czesc ubrania ubieral powoli gdyz wciaz wszystko go bolalo. Po calym rytuale przywdziewania szat, usiadl na skraju lozka i staral sie wyciszyc tysiace mysli. Gdy juz sie skoncentrowal, otoczyl sie magia, lubial to uczucie, dodawalo mu sil. Zwrocil magie i wyszedl z domku. Postanowil isc sie przejsc tak tez zrobil, wyszedl i szedl ostroznie przed siebie. Dotarl do drzewa po ktorym wspinala sie driada. Uda mi sie tam wejsc?

Rodred:
// Wy jesteście na drzewie. Domek jest w połowie jego wysokości. Nie wiem czy o tym wspominałem, ale tak jest :P

Bez większych trudności udało Ci się zejść z drzewa. Załapałeś się nawet na ostatnią już próbę lotu ÂŁamagi. Poszło mu jeszcze lepiej niż ostatnim razem.

Mourtun:
//Taa wiem.
Niziolek powoli zszedl z drzewa, przypomnial sobie ze nie wzial ze soba broni. No coz, trudno sie mowi. Podszedl blizej driady i polozyl jej dlon na plecach. - Jaki mily w dotyku material. Liscie? Sama szylas Shani? - spojrzal na ptaka. - Naprawde niezle juz sobie radzi. Dlugo tak bedzie jeszcze trenowal? - zapytal.

Rodred:
Materiał, rzeczywiście był wyjątkowo miękki i wygodny, a przy tym wydawał się wytrzymały.
- Tak liście. Nie z pomocą drzewa.  Wskazała na drzewo z jej domkiem.
- A co do ptaka to nie wiem. Nigdy ich nie szkoliłam.   Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej