Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Rodred:
Zobaczyłeś, że leżą wyprane na kupce koło łóżka. Musiałeś ich nie zauważyć wychodząc.
Mourtun:
Niziolek ubral sie powoli, kazda czesc ubrania ubieral powoli gdyz wciaz wszystko go bolalo. Po calym rytuale przywdziewania szat, usiadl na skraju lozka i staral sie wyciszyc tysiace mysli. Gdy juz sie skoncentrowal, otoczyl sie magia, lubial to uczucie, dodawalo mu sil. Zwrocil magie i wyszedl z domku. Postanowil isc sie przejsc tak tez zrobil, wyszedl i szedl ostroznie przed siebie. Dotarl do drzewa po ktorym wspinala sie driada. Uda mi sie tam wejsc?
Rodred:
// Wy jesteście na drzewie. Domek jest w połowie jego wysokości. Nie wiem czy o tym wspominałem, ale tak jest :P
Bez większych trudności udało Ci się zejść z drzewa. Załapałeś się nawet na ostatnią już próbę lotu ÂŁamagi. Poszło mu jeszcze lepiej niż ostatnim razem.
Mourtun:
//Taa wiem.
Niziolek powoli zszedl z drzewa, przypomnial sobie ze nie wzial ze soba broni. No coz, trudno sie mowi. Podszedl blizej driady i polozyl jej dlon na plecach. - Jaki mily w dotyku material. Liscie? Sama szylas Shani? - spojrzal na ptaka. - Naprawde niezle juz sobie radzi. Dlugo tak bedzie jeszcze trenowal? - zapytal.
Rodred:
Materiał, rzeczywiście był wyjątkowo miękki i wygodny, a przy tym wydawał się wytrzymały.
- Tak liście. Nie z pomocą drzewa. Wskazała na drzewo z jej domkiem.
- A co do ptaka to nie wiem. Nigdy ich nie szkoliłam. Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej