Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Alchemik druidowi bratem
Rodred:
Jest wieczór. W zasięgu wzroku nie widzisz ani. Shani ani Torna. Wtem usłyszałeś głos driady nisko pod drzewem. - Możesz próbować! I nad sobą odpowiedź Torna.
- Dobra! Po czym kawałek przed tobą przemknął kruk. Widzisz, że całkiem nie źle idzie mu latanie, ale nie jest w stanie się wznosić. Kruk poszybował jeszcze kawałek i wylądował w objęciach driady. Wtem ona cię zauważyła.
- Dobry wieczór śpiochu! zawołała wesoło. Jest jakieś 10 metrów pod tobą.
Mourtun:
Niziolek przygladal sie z fascynacja temu jak oko po zmrozeniu mu skrzydla ponownie uczy sie latac. Zrobilo mu sie troche glupio lecz po chwili uslyszal Shani. Spojrzal w dol i usmiechnal sie. - Witaj Shani! Ile spalem? Widze ze oko juz dosyc dobrze lata. - rzekl wesolo.
Rodred:
- Nazwałem go ÂŁamaga! Zawołał z góry wesoło Torn.
- Cały dzień. Już jest wieczór jak widzisz. Uśmiechnęła się miło. Widzisz, że ponownie jest w swojej oszałamiającej sukni.
Mourtun:
- Raczej nazwalbym go Szczesciarz! - rzekl wesolo. - Bo jako jedyny zdolal przetrwac. Ale lamaga tez od biedy moze byc. - mowil caly czas z niekryta wesoloscia. - Przyszlibyscie tu do mnie? Jakos tak dziwnie sie rozmawia na roznych poziomach, jakbym mowil do siebie.
Rodred:
- Nie. Uczymy go latać. Widzisz jak driada z zawrotną prędkością i zwinnością wspina się po drzewie z krukiem w ręce. Drzewo jest do tego przystosowane więc daje sobie rade nawet w tej sukience.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej