Tereny Valfden > Dział Wypraw

Graal pełen krwi

<< < (2/22) > >>

Nawaar:
No i dojechali jaszczur nic konkretniejszego nie powiedział na temat wydarzeń z kolonii, cóż mówi się trudno. Silvaster zatrzymał konia przy stajni i najpierw ściągnął niziołka a później sam zeskoczył wręczając mu lejce. - Popilnuj, by nie uciekł. Zaraz wracamy. Rzekł i wszedł do stajni za hrabią.

Canis:
- Czy wy wiecie która jest godzina?! - zawołał zrywający się z siedzenia.

- Wiemy, wiemy też, ze masz otwarte całą dobę we wszystkie di tygodnia! Chcieli byśmy 2 wozy drewniane wypożyczyć. Największe jakie macie, każdy do ciągnięcia przez jednego konia. Idziemy na małe polowanie. tak na 5 dni każdy z wozów. - Powiedział Salazar czekając na reakcję stajennego.

- Dobra! 400 grzywien.

- Proszę bardzo. - Powiedział wyjmując kupkę na blat stołu.

Stajenny zgarnął grzywny i wyszedł na zaplecze.

- No nic, wracajmy do koni, zaraz pewnie zaciągną wozy do koni. Porozmawiamy o ciekawostkach już poza miastem, poco wzburzać zamieszanie i niepokój wśród przeciętnych obywateli. Dam wam informacje, a ty przekażesz je dalej, w konkordacie, lepiej byście byli gotowi na najgorsze. - Powiedział półgłosem do Silvastera wychodząc z budynku stajni.

4831 - 400 = 4431 [Grzywien]

Nawaar:
Dhampira nie zdziwił fakt, że zarządca w padł w złość, bo kto przychodzi o tak później porze wypożyczać wozy? Z drugiej jednak strony człowiek powinien być przygotowany na takie wizy skoro ma otwarte całodobowo. Na tej wyspie ciężko każdemu dogodzić! Miło było również, że Salazar ze swej kieszeni zapłacił za wynajem wozów, kiedyś będzie musiał mu się zrewanżować, ale niestety droga do tego daleka. W między czasie, gdy stajenny szykował wozy bohaterowie wyszli ze stajni, ale na słowa Salazara, który jakimś sposobem dowiedział się o przynależności długowiecznego do zgromadzenia zaskoczyły go, więc postanowił dopytać pomijając szczegóły z koloni, bo na nie przyjdzie jeszcze czas.
- Skąd wiesz, że ja................ rozejrzał się czy ktoś nie podsłuchuje - - i konkordat współpracujemy? Zapytał cicho, by nie zwracać na ten temat dużej uwagi, wszak nikt tego nie wiedział, że gdy skończył ze ścieżką najemnika obrał drogę leśnego ludu i wypełnienia swojego przeznaczenia w zupełnie inny sposób.

Canis:
Zgaduję po tym, jak byłeś im przychylny, gdy pojawili się obwieszczać swoje istnienie atakując miasto zwierzętami i pomówieniami na temat plagi wobec króla i władzy. Byłem wtedy podskarbim, byłem wtedy w sali tronowej gdy weszli do króla, widziałem to dokładnie, byłem wtedy w mieście... Poza tym, to widać Silvasterze, gdy ktoś zachodzi do namiotu leśnych ludzi i zbyt długo z niego nie wychodzi. Bycie podskarbim, lordem elektem teraz sędzią, niesie jedną dobrą rzecz - "ptaszki". Jeżeli potrzebuję, to wiem wszystko o wszystkich gdy dzieje się to w mieście. - Powiedział mrugając jednym oczkiem o tak:  ;) . - Nie martw się, bo to nic złego, być wśród osób broniących puszczy i gotowych bronić życia innych istot, czy starać się o odpowiednie, racjonalne myślistwo, nie zamierzam takich informacji do niczego wykorzystywać, spokojnie.

W tym czasie przyszedł stajenny wraz ze swymi synami ciągnąć wozy czterokołowe. Pozaczepiali rzemieniami i pasami wozy z koniami tworząc ciekawe powozy ciągnięte przez nasze konie.

- Gotowe, możecie jechać.

- Dziękujemy. Silvasterze, ruszajmy pod mój dom, załadujemy stamtąd butle, mogą się przydać, nie wiadomo co spotkamy na swej drodze.

Powiedział ponownie korzystając z rzemieni wsiadł na konia. Nie lubił siedzieć na wozie, wolał konia, wóz nie zginie za plecami. Ruszył na przód koniem jadąc w kierunku podgrodzia, w końcu tam miał swoją chatkę.

Nawaar:
Dhampir odetchnął na wieść, że Sal zatrzyma wszystko dla siebie. Lepiej to wróżyło jego przyszłości, więc powiedział. - Dziękuję. Uśmiechając się, jednak mimo wszystko nie sądził, że tak wiele może wiedzieć i należało raczej uważać, co się mówi i robi w jego obecności a nawet, poza nią. Tymczasem wrócił do słów dotyczących konkordatu - Wiem, że nie ma w tym nic złego a raczej powinno być zaszczytem, jednakże ja wolę siedzieć w ukryciu i wstrzymać się ze swoją przynależnością. Zwłaszcza po opuszczeniu wcześniejszego ugrupowania. Ostatnie zdanie powiedział znowu ciszej, ponownie się uśmiechając. W tym właśnie czasie stajenni skończyli przygotowywać wozy, by mogli ruszyć dalej.
- Dziękujemy. - dodał za jaszczuroczłekiem - tak, jedźmy po butelki na pewno się przydadzą. Tu również się z tobą zgodzę obecnie w lesie pałęta się dużo wynaturzeń znacznie bardziej niebezpieczne, niż zwyczajne osobniki. Dodał i usiał na wozie razem z niziołkiem, więc gdy Salazar ruszył, dhampir smagnął konia lejcami. Jednak "Przeklęty", nie był przyzwyczajony do wozu, więc lekko nim szarpnął, ale po chwili już równym tempem jechali razem za jaszczurem do jego chatki na podgrodziu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej