Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚledzić zabójcę
Nicholas:
Okno jest za Twoimi plecami, nawet otwarte! Drzwi znajdowały się za trzema mężczyznami, zero szans na przebicie - nawet z użyciem wszystkich broni.
- Czarne Maski nie atakują bez powodu, krasnoludku. Może i są zawodowymi zabójcami, ale rzadko kiedy zaczepiają zagubionych wędrowców. Napadają tylko swoje cele, nikogo innego.
Silion aep Mor:
Krasnolud nie mial szans na ucieczke. Postanowil jeszcze poczekac.
- Widocznie postanowili zrobic wyjatek przerosniety sukinsynu.
Nicholas:
- Grzeczniej, krasnoludzie - warknął jeden z mężczyzn przy drzwiach.
Siedziałeś przycisnięty przez tego ostatniego, spoglądałeś tępo w oczy wielkoluda i czekałeś na zbawienie od dwudziestu minut. Pozbawiony już niemal wszystkich nadziei, że ktoś Cię uratuje, prawie skoczyłeś do ataku... Wtem jednak, na zewnątrz rozległ się potężny huk i w jednej chwili przez drzwi władowało się pięciu mężczyzn ubranych na czarno, a w oknie za Tobą, pojawiło się kolejnych pięciu - tym razem w białych szatach.
Silion aep Mor:
Krasnolud siedzial przywiazany i wyraznie znudzony. Nagle drzwi wylecialy i wpadlo kilku czarnych typow. Oknem zas wskoczylo kilku w bialych szatach.
Maja rozmach skurwysyny... - rzucil krotko w myslach.
Sil uwolnil ukryte ostrze i cial nim trzymajacego go za rece faceta w nadgarstki, mial nadzieje podciac mu zyly. Nogami zlapal nogi krzesla i szybkim ruchem uniosl sie z nim, odskoczyl od krzesla lapiac je za oparcie, zamachnal sie i rzucil nim przerosnietemu miesniakowi w glowe. Nadzy fanatycy byli zdezorientowani wiec krasnolud wykorzystywal to. Wysunal z lewego rekawa noz ktory znalazl sie tam podczas biegu i w pozycji bojowej stal obok miejsca gdzie bylo krzeslo, czekajac na rozwoj wydarzen. :D
Nicholas:
Nie minęło więcej, niż dwie minuty, a cała piątka nagich mężczyzn leżała na ziemi martwa. Wtedy dopiero dojrzałeś, kto tak naprawdę Cię uratował. Piątka tych, którzy wcześniej Cię dorwali i piątka innych, w pięknych białych szatach, z metalowymi maskami. Wszyscy spojrzeli na Ciebie, a na ich twarzy błąkał się szaleńczy uśmiech. Był on jednak... łagodny.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej