Tereny Valfden > Dział Wypraw
Mieszkańcy Ysery
Funeris Venatio:
Jak nie łupnie, jak nie pieprznie! Cała oś poszła w pizdu, wóz rozpadł się na kilka mniejszych kawałków, a woźnica spadł z kozetki i runął w przód. Głową stuknął o twardą, zmarzniętą lekko ziemię. Spłoszona szkapa z niespotykaną wcześniej u niej werwą pognała do przodu, wystraszona nie na żarty. Głowa niziołka nieszczęśliwie znalazła się między ziemią i ocalałymi przednimi kołami i najzwyczajniej w świecie, z nieprzyjemnym chrobotem, pękła. Trochę czerwonej juchy polało się po gościńcu, a ktoś na niedalekiej w końcu bramie zaczął krzyczeć i wskazywać grotem włóczni kierunek całego zajścia.
Devristus Morii:
A mówilem, żeś masz Pan pęknięte koło rzucił Devristus i udał wielkie zaskoczenie całym tym wydarzeniem. Podbiegł do wozu, aby zobaczyć czy da się jeszcze uratować niziołka. Może mieszka tu jakiś uzdrowiciel lub cudotwórca.
Funeris Venatio:
Cudotwórców nie ma, a uzdrowicielki nie wskrzeszają zmarłych. Dwójka strażników dzierżąca w rękach długie halabardy biegła szybkim krokiem w stronę Devristusa. Znajdowali się około 70 metrów od niego.
- Stój! Nie ruszaj się! - wrzeszczeli.
Devristus Morii:
Przecież się nie ruszam. człowiek spojrzał na nich jak na debili.
Funeris Venatio:
- No to ten... Nie ruszaj się nadal! - wykrzyczał gdy już dobiegł do Devristusa. Popatrzył krytycznie na ofiarę, na sprawcę zamieszania i znowu na ofiarę. Widać było, że pod jego owłosioną czupryną kłębią się jakieś myśli.
- Dlaczego zabiłeś tego niedużego człowieka? - spytał wreszcie, celując halabardą w pierś członka Paktu.
- Ty... to chyba niziołek jest... - szepnął mu drugi, którego latarnia intelektu świeciła równie jasno.
- Myślisz? - dopytał. - No może być... To ten, czemu zabiłeś tego niziołka? - Drugie zdanie powiedział już nie szeptem, tylko na cały głos, zwracając się do Devristusa.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej