Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
- Byłem myślami gdzieś daleko? Faktycznie, czułem się dziwnie otępiały, nie rejestrowałem tego, co się ze mną dzieje. Wszystko jednak chyba wróciło do normy - odpowiedział, przykładając swoje czoła do jej czoła i przymykając na moment oczy. Przytulił się do niej, stojąc tak krótką chwilę. Monte przerwał te przyjemne chwile, wołając właśnie za Evening. Anioł wraz z narzeczoną ruszyli więc w tamto miejsce, stając obok łopat koła napędzającego wszystkie mechanizmy. Paladyn wskazywał coś poniżej, przy korycie wyschniętego strumienia. Kiedyś był on zdecydowanie szerszy, teraz powoli płynie jedynie środkiem, wąską strużką przebywając krainę.
A to, co zobaczyli, to ślady. Potrójne, może poczwórne, wyraźnie odznaczone w nieco miększej ziemi niż wszystko wokół, dodatkowo zmrożone teraz przez panującą wokół temperaturę. Wchodziły pod łopaty mechanizmu i dalej pod młyn, niknąc w porastających to miejsce brunatnych krzakach.
Evening Antarii:
Chwila wytchnienia. Niedługa, ale z pewnością realna. Tego potrzebowała.
Głos paladyna wzywał do dalszych poszukiwań. W dole niemal wyschniętego strumienia były zmarznięte, dzięki czemu dobrze widoczne, ślady.
-Można powiedzieć jak świeże są te ślady? Mrozy panują już jakiś czas...- spytała paladyna. Tropy wskazywały raczej na obecność ludzi, być może dobrze znających teren wokół młyna. Sama budowla musiała ulec zniszczeniu już dość dawno, o czym świadczyły gruzy porośnięte krzakami, trawą i mchem. Teraz niektóre elementy tonęły wśród gęstych bezlistnych gałęzi. Nie potrafiła określić jednak jak stare są tropy.
-Zejdźmy niżej. Sprawdzimy dokąd prowadzą.
Funeris Venatio:
Funeris wziął Evening pod pachy i najzwyczajniej w świecie sfrunął z nią na dół. Ziemia faktycznie była zmarznięta, chociaż poddawała się lekko pod butami dwójki ludzi. Znaleźli się oni jakieś półtorej metra poniżej dwójki paladynów, którzy patrzyli na nich z góry. W tamtym właśnie momencie dołączył do nich Derek i Goler, rozglądając się z jakimś bezpieczniejszym zejściem w dół. Znajdowało się takie kilkanaście metrów w stronę źródła strumienia, pozwalając zejść po stromym, lecz jednak możliwym do pokonania stoku. Lucas nadal zabezpieczał tyły, będąc jeszcze przy koniach, które Plamer przywiązał wcześniej do jakiejś belki.
A na samym dole na razie niewiele było widać. ÂŚlady ewidentnie należały do jakiegoś humanoida, lecz mogły mieć równie dobrze godzinę, co dwa dni. ÂŻeby wejść za linię krzewów i pokonać mrok, należało obejść koło młyńskie z lewej.
- Wchodzimy?
Evening Antarii:
Nawet krótki lot w objęciach anioła to jest coś! Szczególnie, gdy samemu z niecierpliwością czeka się na własne skrzydła. -Musisz mnie kiedyś zabrać na dłuższą "przejażdżkę"- uśmiechnęła się.
Panujący mróz był pomocny - ślady były wciąż widoczne. Lecz z drugiej strony uniemożliwiał określenie jak długo tropy widnieją w korytku strumienia. Wyznaczały drogę przez jakieś nieprzyjazne krzewy, potem znikały pod kołem młyńskim. Na dodatek wciąż było ciemno.
-No ba. Zobaczymy, dokąd nas zaprowadzą-odparła i ruszyła w stronę koła, by móc je obejść. -Pamiętasz ze swojego pobytu tutaj jakichś ludzi?- spytała, starając się zadać to pytanie w miarę delikatnie. Nie wiedziała jakie szczegóły utrwaliły się w jego pamięci, a jakie nie, lecz każde z nich mogło wywołać ból.
Lucas Paladin:
Lucas rozglądał się wokół, pilnując, żeby nic nie przypadkiem nie zaskoczyło grupy rycerzy. Funeris zniknął gdzieś z Evening w objęciach, więc mściciel mógł spokojnie przeanalizować to, co stało się przed chwilą. Niewątpiliwie działała tutaj jakaś ponadnaturalna siła, która raz po raz zsyłała wizje na Lucasa i Evening, pozostali paladyni jakby tego nie doświadczali. Miało to zapewne związek z tym, co stało się podczas nieobecności Anioła na Valfden, gdyż każda wizja dotyczyła wyłącznie jego. Może była za nią odpowiedzialna Sekta Orwella? Lucas tego nie wiedział. Ale zamierzał się dowiedzieć. Zagadał tylko jednego z paladynów:
- Znaleźliście coś?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej