Tereny Valfden > Dział Wypraw
Dziękuję Ci - Krew i ÂŁzy
Funeris Venatio:
- Tak, schodzimy pod młyn. Zabezpieczyłeś konie, bracie? - spytał się Monte, idąc już w stronę zejścia do koryta rzeki.
Tymczasem Funeris i Evening przeszli przez linię krzaków. Na razie nie ujrzeli nic, choć anioł dokładnie wiedział, co tam będzie. Z nieprzeniknionej ciemności nie wyrywało się na zewnątrz dosłownie nic, a żadne z nich nie miało źródła światła.
- Ludzi? - spytał po chwili. - Ogień i krew... Ogień i krew... - powtarzał, coraz ciszej i ciszej, aż wreszcie poruszał tylko bezgłośnie ustami. Jego prawe oko świeciło się złym czerwonym blaskiem w ciemności.
Evening Antarii:
Cała ta sprawa... nocna podróż, przemykające przez trakt cienie, realistyczne wizje o śmierci członków bractwa... wszystko nabierało coraz bardziej mrocznego charakteru. I nie była do końca pewna, czy może ufać Funerisowi. Raz zdaje się mówić całkiem trzeźwo, a raz mamrocze pod nosem straszne rzeczy. Na dodatek jego oczy miały w sobie dziwny, przerażający blask... Postanowiła ufać tylko sobie. Przynajmniej podczas tej wyprawy.
-Ăśśś... Teraz już nic ci nie grozi- odrzekła uspokajająco przedzierając się przez zarośla, gdy Fun znów zaczynał mówić o tym, co go tu spotkało. Chyba - dodała w myślach. Ostatnio, przez te straszliwe obrazy i wspomnienia, był mocno apatyczny i po prostu nieobecny duchem. Trudno powiedzieć, czy byłby zdolny do skutecznej walki. Nie wiedziała też, co kryje mrok i gruzy młyna. W duchu przyznała sobie, że jak na dwudziestoletnią dziewczynę, to jest dość odważna!
-Elisash- Eve pomogła sobie światłem. Przemogła strach przed tym, co za chwilę miała ujrzeć.
Lucas Paladin:
- Zabezpieczyłem, bracie. - Lucas w razie czego obejrzał się do tyłu, aby się upewnić, czy wierzchowce czasem gdzieś nie pierzchnęły, ale były solidnie przywiązane. Mściciel zawołał tylko jeszcze za Monte:
- Bracie! Miej na nich oko, proszę. - Paladin martwił się o Funerisa, a co za tym idzie też o Evening, która w tym momencie była u boku Anioła. A to miejsce, aż zapraszało do tego, żeby stało się tu coś niebezpiecznego. Lucas skoncentrował się bardziej na każdym, nawet nieistotnym szczególe. Aura młyna budowała niepokój w sercu rycerza, tak więc jego zachowanie wydawało się uzasadnione.
Funeris Venatio:
//Lucas, nie idziesz z nami?
Sajid ibn Ahmann:
//A ktoś czasem nie musi osłaniać tyłów?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej