Tereny Valfden > Dział Wypraw
Wiejskie problemy
Silion aep Mor:
Na slowa czlowieka soltys odruchowo podskoczyl na stolku, odwrocil glowe i spojrzal na ciebie swymi zaplakanymi oczyma. Poczatkowo nie zauwazyl corki lecz zaraz jego wzrok skierowal sie na nia. - Kto to? - spytal krotko. Dopiero po chwili zaskoczylo mu w jego malym mozdzku ze stoi przed nim jego wlasna, rodzona corka, cala i zdrowa. Usmiechnela sie do niego. - Tato. - rzekla krotko.
Po tych slowach soltys zerwal sie na rowne nogi z krzesla przetracajac piwo, kobieta zachichotala. Zlapal corke w objecia i tulil dlugo wypowiadajac przy tym te slowa. - Ty, ty zyjesz. A ja stracilem juz wszelkie nadzieje ze cie odzyskam, losowi niech dzieki. A ty czlowieku, od dzis jestes naszym bohaterem i mozesz sie z tym dumnie obnosic. Cala wies musi dowiedziec sie o twojej odwadze, determinacji i męstwie. Ale wpierw opowiedz mi co sie dzialo jak cie nie bylo.
TheMo:
-Co tu dużo mówić. Przedarłem się przez mały labirynt w tunelach pod wioską i ukatrupiłem jednego wampira.
Mógł powiedzieć jakąś historię o walce ze złymi siłami, o tym jak to przedzierał się przez pełnie niebezpieczeństw i pułapek korytarze, krocząc po ciemku. Ale był na to zbyt skromny. Widok córki przytulającej ojca mu wystarczał. Cieszył się, że wszystko szczęśliwie się zakończyło.
Silion aep Mor:
Byloby zbyt slodko gdyby taki widok trwal wiecznie. Soltys poscil corke i rzekl do karczmarza. - Wstawaj leniwy idioto! Trzeba przygotowac uczte, idz no po pare swiniakow i gorzale. Niech wioska sie cieszy albowiem moja corka zyje. - po uslyszeniu tych slow karczmarz wyszedl.
Leon domknal drzwi i zwrocil sie do ciebie. - Wiem ze oczekujesz tylko raportu ale bedziesz musial poczekac kilka godzin. Na uczcie wszystko zalatwimy. A co do wampira, jestem pewien ze go ukatrupiles. - po wypowiedzeniu tych slow wyszedl zostawiajac was samych.
Kobieta mruknela uwodzicielsko w twoja strone. - Jestes taki zapracowany i wogole. Moze ja tez osobiscie powinnam ci podziekowac? - zapytala uwodzicielskim glosem.
//Musisz poczekac z dwie godziny do uczty, mozesz isc na gore z corka soltysa albo zajac sie czymkolwiek.
TheMo:
Themo podrapał się po głowie. Właściwie to po hełmie, bo na głowie miał hełm. Ale stal nie swędzi. To był taki odruch.
-No cóż, po takich przygodach przyda mi się nieco relaksu.
Silion aep Mor:
- Wspaniale! - kobieta zrobila zadziorny usmiech, rozpuscila wlosy, zlapala cie za wystajacy fragment pancerza i zaciagla na góre. Objela cie i zaczela namietnie calowac w usta. Rozpiela tudziez rozsznurowala twoj napiernik i rzucila w kat. To samo spotkalo reszte ekwipunku powyzej pasa. Zdjela ci twoje stalowe buty i spodnie. Zostales moznaby rzec w luzniejszym odzieniu. Ponownie zaczela cie namietnie calowac masujac przy tym po plecach. Gdy znudzilo jej sie to zrzucila swoja kiecke i zostala w samej bieliznie. Pchnęła cie na łozko jakbys byl jej wlasnoscia. Usiadla ci na udach, zaczela rozpinac twoja koszule, gdy juz tego dokonala przeciagnela sie zabierajac sie za swoj bawelniany stanik i... teraz akcja przenosi sie na 2 godziny pozniej.. Na zewnatrz zrobilo sie gwarno, kobieta wstala i podeszla do okna, spojrzala przez nie. Ubrala sie. Twoja zbroja jak i ubranie lezaly porozrzucane po pokoju a na twych ustach malowal sie dziwny usmieszek.
- No moj drogi musimy sie zbierac, chyba uczta sie zaczela. - rzekla doprowadzajac wlosy do ladu. Gdy ogarnela sie podeszla do ciebie lezacego na lozku i soczyscie pocalowala cie w usta.
- Bylo super! Czekam na dole. - powiedziala do ciebie schodzac na dol.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej