Tereny Valfden > Dział Wypraw

Burdel na kółkach

<< < (2/15) > >>

TheMo:
//Odejmij grzywny za posiłek

- A bo ja tam wiem? Od tych rzeczy mam żonę i po burdelach nie chodzę. Tym bardziej nie korzystam z tych na ulicy.
Jakaś grupka ludzi przy stoliku zaczęła wołać kolejną porcję piwa, co zmusiło karczmarza do odejścia od ciebie i przerwania pracy.
- Muszę iść, robota wzywa.
I odszedł od twojego stolika wracając za ladę i nalewając trunek do kufli.

Adaś:
Kiedy karczmarz odszedł, postanowiłem zabrać się spokojnie za posiłek i w międzyczasie obserwować wszystkich w karczmie. Bo nigdy nie wiadomo co los nam przyniesie, a może i złapię punkt zaczepienia nie wychodząc nawet na ulicę. Po za tym istniała szansa, że jakiś stały bardzo ważny bywalec zainteresuje się moją osobą. W końcu nie jest codziennością, aby w sumie obca osoba tak długo spoufalała się z karczmarzami.

TheMo:
ÂŻycie w karczmie toczyło się nadal swoim rytmem i nikt nie przejął się twoją obecnością, toteż spokojnie zajadałeś się kurczakiem, którego popijałeś piwem. W takich tanich karczmach raczej nie przebywają wielkie szychy. I ta cowieczorna rutyna trwałaby i trwała. Jednak zrządzenie losu postanowiło przełamać ten schemat ciągłego picia i popychania pierdół. Mianowicie raz na jakiś czas zdarzała się bójka. I właśnie wypadł ten moment. Twoją uwagę zwrócił tłum, który zebrał się w jednym miejscu przysłaniając całe widowisko. Karczmarz rzucił się w zbiorowisko próbując rozpędzić motłoch, jednak niezbyt mu to wychodziło.

Adaś:
-O burda!-Mruknąłem pod nosem sam do siebie. Co by nie było burdy mogły być ciekawym widowiskiem, ale widać było że karczmarzowi to się nie podoba. A że karczmarz to był swój chłop i nie wziął nic za udzielone informacje, to i postanowiłem zainterweniować. Powolutku wstałem, wyciągnąłem zza pasa pistolet i zbliżyłem się do grupki otaczającej bijących się. Stanąłem za ścianą składających się z pleców gapiów, uniosłem pistolet i wystrzeliłem w sufit i krzyknąłem władczym głosem na całą karczmę:
-Dość kurwie syny, już mi wypierdalać stąd w podskokach!

12-1=11 żelaznych naboi

TheMo:
Gdy w karczmie rozległ się huk, a w suficie zrobiła się dziura, wrzawa ucichła. Gawiedź się rozeszła. Nikt nie miał ochoty zadzierać z tak uzbrojonym kolesiem. Jedynie mauren był ciągle w bojowym nastroju, ale już wystarczająco się wyżył. Gdy tłum ustąpił na podłodze ujrzałeś zakrwawionego człowieka, który przed chwilą dostał srogi wpierdol od wspomnianego maurena. Jego pijani koledzy zaczęli go zbierać. Karczmarz ustawiał przewrócone stoliki.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej