Tereny Valfden > Dział Wypraw

Wilki na bezdrożach

<< < (4/9) > >>

Ibnnin:
- Dzięki żonie. Była wcześniej ważną osobą na targach, do czasu kiedy jej mąż zmarł. Bidaczek, zamordowany na szlaku. Po tym incydencje, większość już nie miała szacunku do Arieli... Wkroczyłem więc ja, młody i piękny, z twardą ręką. I jakoś tak poszło.. Potem oddałem na jakiś czas moim synom, ale.. No cóż, gdy ja ruszyłem po nowe przygody, moja działalność zaczęła upadać. Więc musiałem wrócić, tracąc tym samym okazję do prawdziwych przygód... - wóz jechał sobie spokojnie po ubitym trakcie. Mijał drzewa, dużo drzew prawdę mówiąc, nic sobie nie robiąc...

Hagmar:
- Tak to bywa z dziećmi, młodzi łasi są na szybki zysk. Odparł przemoczony Hagmar, nie było mu najcieplej i myślał o jakimś ciepłym i suchym miejscu gdzie mogliby przystanąć.
- Ja z kolei przyjechałem tu szukając miejsca gdzie będę mógł studiować alchemię. A wylądowałem w Konkordacie by służyć Ventepi.

Ibnnin:
Deszcz tak szybko, jak się pojawił, tak zniknął. Nim zdążyłeś się obejrzeć, przestało padać, a słońce - choć słabe - zaczęło górować nad horyzontem.
- Konkordat? To ta organizacja od zwierząt, tak? - spojrzał na Ciebie bacznie, jakby się obawiając że go przeklniesz czy coś. - O, przestało padać.. Całe szczęście.

Hagmar:
- Ta, to ta. Rzucił krótko.

Ibnnin:
- Mówisz więc, że chcesz te wilki dorwać, tak? Ciężkie to to jest, muszę przyznać. Te uparte bydlęcia potrafią doprowadzić do szału... - do Efehidon zostało jeszcze kupę drogi, a pomiędzy wami już teraz zapadło niezręczne milczenie. Jechałeś dalej.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej