Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu - Nessa
Progan:
Chłopak zdążył się pozbierać, otrzepać z trawy i liści na które spadł, a które maskowały pułapkę. Zebrał z ziemi swój łuk, który mu wypadł kiedy lina pociągnęła go do góry.
- Dzięki wielkie. Nóż wyleciał mi gdzieś jak mnie podnosiło... Chyba mi Ciebie bogowie zesłali, hm? - rzekł, uśmiechnął się i wyciągnął dłoń do Ciebie
- Dan jestem. Co Cię tutaj sprowadza? Polowanko?
Nessa:
W lesie spotykasz uzbrojonego nieznajomego, który jest dla ciebie miły. Nieistotne, że wcześniej mu pomogłaś. To tak czy inaczej jest podejrzane. A w takiej sytuacji trzeba być jeszcze milszym i jeszcze bardziej uzbrojonym.
- Nigdzie go nie widziałam - długoucha wzruszyła ramionami, mówiąc o nożu i rozejrzała się dookoła pobieżnie. Nie żeby szukała czegokolwiek. To zawsze dało jej chwilę zastanowienia. - Nessa - uśmiechnęła się radośnie i uścisnęła dłoń chłopaka. Nie po męsku, nie jak delikatna panienka. Coś pomiędzy. Lata jej zajęło wypracowanie takiego uścisku. Męskie przywitanie wydawało jej się nienaturalne i wzbudzające podejrzenia. Delikatne i wiotkie sprawiało, że nie darzyło się szacunkiem rozmówcy. Zatem trzeba było znaleźć złoty środek. Neutralne przywitanie.
- Spacer bym raczej powiedziała. Lasy to mój klimat - uśmiechnęła się ponownie, pokazując elfie ząbki, zadowolona z użycia nowoczesnej mowy młodzieży. - Bo ty raczej nie na polowaniu? Chyba że jako zwierzyna.
Progan:
- A, że to.. - wskazał na linę - Nie jestem w tym zbyt dobry. Kiedyś mieszkałem w Ostoi, ale w kilka tygodni po moim przybyciu łowczy się rozwiązali. Ojciec mnie szkolił do łuku, a łowczy królewscy to było nie w kij dmuchał. Teraz dorabiam polując i zbierając zielsko. Kłusowników tutaj nie brakuje - kopnął sznur, chcąc uciec trochę od tematu mówienia o sobie. Dziewczyna miał łuk, miecz i sztylet. Wieści o szerokiej emancypacji kobiet i zbliżającej się wojnie mogły to tłumaczyć, ale chłopak nie był przekonany.
Nessa:
To, co mówił Dan, brzmiało przekonująco. Elfka jednak starała się wciąż być czujna. Znała takie osoby, które mrugnęły i stawały się kimś zupełnie innym. Nie trzeba być do tego członkiem Kruków.
- Byłam kiedyś w Ostoi - odparła, kontynuując rozmowę. Nie wnikała, ile razy tam była, czyli nie skłamała. Jednak nie planowała kontynuować tego tematu. Wciąż było jej głupio za swoje zachowanie i wiedziała, że będzie musiała ponieść konsekwencje. - Chociaż w polowaniu ci nie pomogę. Jakby to powiedzieć... Koniec z zabijaniem dla zysku, rozumiesz? A to - wskazała na swoją broń - jedynie dla obrony, więc nie radzę kombinować.
Progan:
- Oho, spokojnie, spokojnie - zaśmiał się mrużąc oczy i unosząc ręce do góry w pokojowym geście. Po chwili wesołości rozejrzał się za swoim nożem. Znalazł go, zatknął za pas.
- Trafiłaś do jemiolarzy, hm? Pokręcony ludek, a większość ludzie z Ostoi. Przez lata sprzedawali skóry u Bospera a potem nagle im się odwidziało i zaczęli się kłaniać przed dębami... Czyli nie przyłączysz się do mnie na polowanie? Zrobię jajecznicę na kolację! - zawołał u uśmiechnął się uroczo.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej