Tereny Valfden > Dział Wypraw
Na drodze ku zrozumieniu - Nessa
Progan:
- Tak, często tutaj poluję - powiedział chłopak z euforią, ale już po chwili jego zapał ostygł. Przywołując na twarzy pogodną minę rzucił do Nessy
- Miło było mi Cię poznać, naprawdę! Do rychłego zobaczenia, w takim razie - rzekł i wyciągnął do niej rękę na pożegnanie.
Nessa:
- Ciebie również - uśmiechnęła się Nessa i podała dłoń chłopakowi. Ileż czułych gestów! Dłuchoucha nie znosiła tak krępujących sytuacji. Szczególnie w głuszy, gdzie nikt raczej nie przeszkodziłby nieznajomemu w zaatakowaniu jej. Jednak nie było się czym martwić. Dan raczej nie miał w planach ataku, więc Tinuviel, by nie przedłużać, poprawiła swój łuk, co zapewne wydało się nienaturalne. Nic nie poradzisz. - Bezpiecznego powrotu do domu. Gdybyś potrzebował kiedyś pomocy lub czegoś tam - ach, te dookreślenia - to pytaj o Nudę lub Tinuviel - powiedziała grzecznie, przypominając sobie, że przecież dziwnym trafem nie ma już nazwiska. Strach wracać na stare śmieci. Biurokracja! A znajomy myśliwy to cenny nabytek. W dodatku wdzięczny znajomy myśliwy. - Bywaj zdrów!
I długoucha powoli ruszyła dalej. Może tym razem las nie będzie przeklinać.
Progan:
Wracając zauważyłaś ruch po prawej. Coś czarnego przemknęło między drzewami.
Nessa:
Długoucha, próbując wsłuchać się w las, który akurat w tej chwili nie miał jej nic do powiedzenia, dostrzegła coś. Niebezpieczne Coś, co prawie niepostrzeżenie chciało przemknąć niedaleko niej. Oczywiście problemem mogła nie być elfka, a na przykład terminy, które goniły To Coś i dlatego ono się tak spieszyło i nie znalazło chwili na przywitanie. Lub To Coś mogło być gonione przez jeszcze Większe Coś, a wtedy Nessa na pewno wpadłaby w tarapaty. Nie było jednak czasu na rozważania, bo można by tak dojść do Ogromnego Czegoś gonionego przez Wszechmocne Coś, a tego nikt by nie chciał.
Zatem Tinuviel błyskawicznie chwyciła łuk w prawej dłoni, a zaledwie mrugnięcie później w jej lewej znajdowała się strzała. Las wciąż roztaczał przyjazną dziewczynie aurę i uspokajał śpiewem ptaków, i potęgował napięcie szumem drzew. A Nessa czekała. Przedtem jednak zrobiła kilka ostrożnych kroków ustawiając się na wygodnej pozycji, by jak najmniejsza ilość drzew mogła jej Coś zasłonić. W tym samym też momencie chciała pacnąć się w czoło, karząc swą głupotę. Nie od parady masz miecz, elfko.
Las wciąż przyjaźnie szumiał. Zieleń i brązy, otaczające długouchą były jej barwami. Owady podczas oczekiwania na zagrożenie nie przeszkadzały Nessie. Nieprzyjemne ukłucie w żołądku nie zdekoncentrowało łuczniczki. Nawet w momencie, gdy w jej trzewia zaczęło wbijać się wiele malutkich igiełek. Tinuviel nienawidziła tego uczucia. Nienawidziła myśli, że myśliwy mógł stać się zwierzyną.
Progan:
Cokolwiek to było, według ogólnie przyjętych wierzeń, nie było to nic dobrego.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej