Tereny Valfden > Dział Wypraw

Pamiętniki zakonnicy

<< < (6/9) > >>

Gordian Morii:
- I jak słyszy panienka? - zadał tylko jedno, krótkie pytanie, po chwili przedłużającego się milczenia, którego oboje doświadczyliście. Na jego twarzy malował się spokój wraz z jakąś delikatną nutką skupienia, patrzył na Ciebie wzrokiem swoistego mentora. Tak trochę jak ojciec przyglądający się pierwszym, nieśmiałym krokom córeczki gdy ta rozpoczyna swoją karierę w szkole tańca...

Evening Antarii:
Jeśli redaktor robi sobie z niej żarty...
Podniosła wzrok na pana Goriego nie ukrywając swego zdziwienia. To była jakaś prowokacja? Najchętniej odpowiedziałaby zgodnie z prawdą - "nic szczególnego".
-Proszę sobie nie żartować!...- rzekła z pretensjami, ale wciąż zachowywała się cicho. Na jej twarzyczce malowało się oburzenie -Cóż miałam słyszeć?- wyszeptała. Wokół odbywał się zwykły, codzienny ruch. Dobiegały ich odgłosy turkotania wozów jadących po brukowanych uliczkach, rozmowy na placu... Miała się w to wsłuchać? Czy raczej coś umknęło jej uwadze?

Mordian Gorii:
- Bynajmniej... - odparł jednym słowem, gdyż znał jego znaczenie i idealnie wpasowało się ono w tę konkretną sytuację.
- Dlaczego miałbym sobie z panienki żartować. - powiedział i zatoczył okrąg palcem wskazującym.
- Kazałem panience słuchać, bo słuchanie jest podstawą mojej pracy. Nikt nie będzie dobrym dziennikarzem jeśli nie nauczy się słuchać. Nie sztuką bowiem jest widzieć to co oczywiste, bo gruby człowiek na pewno będzie kochał jedzenie, a wychudzona starsza kobieta to bez wątpienia samotna wdowa nie mająca praktycznie żadnych środków do życia. Sztuką jest jednak wychwycić to w jaki sposób owa kobieta prosi o resztkę chleba. To wystarczy aby wychwycić tę specyficzną manierę zdradzającą jej szlacheckie pochodzenie, które mimo wszystko nie zapewniło jej dobrobytu po śmierci męża i sprawiło, że teraz stała się godną pożałowania żebraczką. - mówił i ponownie sięgnął po zeszycik.
- Te notatki, to w pewnym sensie wytrychy otwierające pewne zamki i szufladki pamięci. Jedno słowo, zdanie, imię czy adres prawie natychmiast przenosi mnie do "szczególnego" miejsca, gdy w "szczególnym" momencie, wydarzyło się coś "szczególnego", to jest moja tajemnica, którą oddaję Ci całkowicie za darmo. Abyś mogła ją wykorzystać kiedy przyjdzie odpowiedni moment. - ciągnął
- Dlatego, gdy ty pobiegłaś szukać nieokreślonych złoczyńców ja stanąłem spokojnie w ciszy i słuchałem tych, którzy mówili, bo to też jest niezwykle ważne. Dziennikarz ma być cieniem i dymem. Ma być, ale całkowicie niewidoczny jak... - tu szukał dobrego porównania -- ... jak nos! Tak, właśnie jak nos. W każdym momencie bowiem widzimy swój nos, chociaż nasz mózg całkowicie go ignoruje, ciekawe prawda? Sama możesz sprawdzić? Ale wracając do sedna. Dziennikarz ma być właśnie takim nierzucającym się w oczy nosem, który trwa niezauważony i słucha. Bo w towarzystwie obcego nigdy nie mówi się tego, o czym opowiada się w prywatności. Dlatego skup się i posłuchaj jeszcze raz panienko i zobaczysz, że mimo iż my milczymy, cały świat nie milczy, ale wręcz woła do nas opowiadając swoją historię... A teraz... znajdźmy ten imbir, znam świetnego dostawcę przypraw ze słonecznego Ishgaru.

Evening Antarii:
  Istotnie, wszystko co opowiedział jej mężczyzna, było naprawdę pouczające. Jedno słowo - słuchać! Słuchać historii ludzi, zwracać uwagę na szczegóły, pewne elementy nieuchwytne dla zwykłego obserwatora lub słuchacza, które mogą zdradzić nam największe tajemnice. Wszystko mówiło. Wszystko plotło swą opowieść. Ludzie w takich miejscach jak targowisko, a także ci samotnie jedzący kolacje w dużym pustym domu. Dziecko bawiące się z psem, a także kupiec robiący interes swojego życia. Jakiś szczęściarz przybyły do Atusel po raz pierwszy w życiu, szukający przygody i zarobku. Pojedyncze szczegóły. Ważne, aby umieć to dostrzegać.
  Tylko pan Gorii robił to od kilkudziesięciu lat. Możliwe, że wychodziło mu to doskonale, czasami może nawet nie zwraca uwagi na swą dziennikarską umiejętność. A Eve? Chłonęła to wszystko co mówił redaktor z należytą uwagą. I w duchu przyznała się do błędu i nieuwagi... Słowa w notesie, które dla dziewczyny nie miały żadnego znaczenia, dla pana Mordiana "otwierały pewne zamki i szufladki pamięci". Evening musiała jeszcze dużo się nauczyć.
  -Dziennikarz jest jak nos! Zapamiętam- potwierdziła. Spodobało jej się to porównanie. -Proszę prowadzić-i znów poszli w stronę straganów w poszukiwaniu najlepszego ishgarskiego imbiru.
   -Więc gdy ja szukałam, właściwie sama nie wiem kogo, pan słuchał? Usłyszał pan coś ciekawego?- spytała go po drodze.

Mordian Gorii:
- Usłyszałem bardzo wiele ciekawych informacji, których niestety nie mogę panience wyjawić. Jednak odnośnie naszej sprawy poznałem kilka nazwisk osób oszukanych przez dziwnych ludzi, podających się za straż.
- odparł wracając do tego, o czym dziewczyna dowiedziała się już dobrą chwilę wcześniej, gdy Gorii wyczytał jej całą "litanię" zagranicznych kupców, którzy to utracili swoje rzeczy.
- Zwróciłem też uwagę na jedną rzecz w części rozmów pojawiała się kwestia "zarządca placu mówił, że mogę rozkładać się gdzie chcę i żadnych problemów z tym miał nie będę". Co ciekawe jedynym swoistym zarządcą placu jest sam podskarbi, a śmiem wątpić iż ktokolwiek z tych kupców fatygował się aż do pałacu aby uzyskać prawo do rozłożenia swojego kramiku na ogólnodostępnym placu handlowym.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej