Tereny Valfden > Dział Wypraw

Na drodze ku zrozumieniu - Hagmar

<< < (15/16) > >>

Hagmar:
Wyszedł zza rogu z napiętym łukiem, zagrodził im drogę i celował w zgraje chłopów.
- Spokój kurwa! - ryknął - Już ja wiem co kombinujeta kmioty, ogry są niewinne! Atakując je narażacie się tylko na gniew Ventepi! Wpierw myślcie potem działajcie!

Kenshin:
Hagmar widocznie nie znał się na tłumach i ich zachowaniach, bo jego reakcje spowodowała zwiększoną agresję również na jego skromną osobę.
- Z drogi śmieciu!! Warknął jeden.
- Strzelaj cwaniaku, dajesz obrońco!! Rzekł jeden lekko podchmielony.
Nagle ktoś z tłumu rzucił w twoją stronę widły, które wylądowały przy twoich stopach.
- Zdziwiony, nie?! Pamiętaj, że nas jest więcej i nie ujdziesz z tego cało!!.
Kilka innych osób zaczęła również krzyczeć.
- Tak! Tak! Zginiesz razem z nimi!
Nagle z tłumu wybiegł karczmarz, który o dziwo był tutejszym sołtysem i jako jeden z mądrzejszych osób postanowił zainterweniować i stanął pomiędzy tobą a tłumem na twoje szczęście z resztą.
- Ludzie! Spokojnie wysłuchajmy najpierw, co ma do powiedzenia i dla twojego życia chłopcze lepiej, by było to coś ważnego radzę również opuścić łuk. Powiedział spokojnie a z jego oczu biła dziwna mądrość i chęć załatwienia tej sprawy, po dobroci.

Hagmar:
Hagmar opuścił łuk. To próba? Niechaj będzie i tak Pani.
- Z samego rana coś chciało mnie porwać ze stodoły, pobiegłem za tym w las. I co znalazłem? Chore i pozmieniane zwierzęta i dziwne bajora pełne czarnej mazi. Poszedłem dalej, jednego z ogrów i was przetrzymywało coś. Na pewno nie ogr, i nic co jest dziełem Ventepi. To coś chciało nakarmić nimi paskudnie zmienionego dzika. Przysięgam na bogów że mówię prawdę! Gdybym nie zdążył na czas... wasz kolega byłby śniadaniem dla bestii.

Kenshin:
Gdy w końcu rozum powrócił na swe miejsce czyli do twojej głowy i zacząłeś spokojnie przemawiać, to część ludzi zaczęła wierzyć w twoje słowa. Jednak zawsze znajdą się tacy, których szczere słowa nie przekonają natomiast, przekonało ich to, kiedy uratowany przez ciebie chłop wrócił do wioski wraz z pełnym koszykiem owoców leśnych.  Jakie było zdziwienie na twarzy tych, którzy nie uwierzyli dopóki nie zobaczyli. Uratowany chłop widząc ciebie natychmiast podbiegł do tłumu.
- Przestańcie! Ten tutaj uratował mnie, przed byciem pożarty żywcem. Doprawdy dziwne rzeczy dzieją się w lasach. Nawet nie wiecie, że mieszkają w nim przyjazne ogry, bo jeden z nich również został porwany, przez te dziwne monstra ociekające śluzem. Istna tragedia się dzieje, ale ten wysłannik bogów nas ocalił. Dlatego odłóżcie te widły i zgaście pochodnie. Chodźmy do karczmy to przedyskutować.
Reszta motłochu zrozumiała, co powinna teraz zrobić i wszyscy powstrzymali swoje mordercze zapędy opuszczając broń i gasząc pochodnie. Teraz to sołtys przemówił.
- Zaprawdę spisał żeś się pan. Dlatego chcielibyśmy pana uhonorować i zaprosić również do karczmy. Widać, po panu że zmęczony i głody w końcu latał, pan po lesie od rana. Zapraszam. Powtórzył i miłym gestem chciał zaprosić twoją osobę do środka. Tłum zaś rozszedł się do swoich chatek, a cześć udała się do karczmy, by wysłuchać opowieści uratowanego i starając zrozumieć zaistniałą sytuację. 

Hagmar:
- A skorzystam chętnie. Odparł Hagmar, strzała i łuk wróciły na swoje miejsca. Człowiek odetchnął z ulgą i ruszył do gospody. Był naprawdę głodny i zmęczony.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej