Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tam gdzie żaby mówią dobranoc

<< < (2/5) > >>

Gordian Morii:
- Patrz kurwa jaka cwana ropucha. Wody jej się zachciewa. A może jeszcze pieczeni z dzika przynieść? Spierdalaj! - krzyknął zza ściany grubas.
- A czekaj nie masz jak hahahaa. - dorzucił po chwili i zaniósł się śmiechem. A po chwili poczułeś coś dziwnego. Podłoga i ściany celi zaczęły robić się przyjemnie ciepłe. Kamienie powoli się rozgrzewały, a smród wilgotnej słomy robił się wręcz nie do zniesienia.
- - Jak Ci się podobają nasze podgrzewane klatki żabo? Poczekamy aż będziesz mniej butny. - usłyszałeś po chwili ten sam głos zza tej samej ściany.
Widocznie najemnicy nie byli aż tak głupi, żeby podchodzić do maga. Co wszak łatwo było przypisać osobie, która nosi ze sobą kostur.
Tobie zaczęło się przy okazji robić coraz goręcej.

Kermos z Baźin:
-A wam się żabich udek zachciało?
Próbował ich dalej prowokować, chodź domyślał się, że to nic nie da. Nadal szukał wyjścia z tej sytuacji. Jak nie wóz to przewóz. Na jego czole pojawiały się krople potu. Co dla niektórych może być przyjemnym ciepełkiem, jemu wysusza skórę. Dotknął na chwilę krat. Tylko na moment, by się nie poparzyć. Chciał zobaczyć czy są gorące. Jeśli tak, wystarczy je szybko i mocno schłodzić a prawdopodobnie same pękną. Jeśli to by nie pomogło. Cóż, przyjrzał się jeszcze raz rzeczom na korytarzu. Któraś z nich mogłaby się przydać w ewentualnej próbie ucieczki.

Gordian Morii:
Nie wrzucili cię do pieca, więc ani podłoga ani ściany nie były rozgrzane ich temperatura wynosiła mniej więcej 45 stopni, co wystarczało by powietrze w małej ciasnej klitce szybko stało się uciążliwie ciężkie i duszne. Kraty wciąż pozostawały zimne gdyż metal bardzo szybko oddawał swoją ciepłotę na zewnątrz.
Na korytarzu znajdowały się rzucone w kąt szmaty, kawałki desek i kilka metalowych prętów o długości około 25 centymetrów.
W pewnym momencie usłyszałeś, że ktoś zszedł na dół. Usłyszałeś ciężkie kroki i szczęk pancerza. Nie widziałeś go jeszcze ale wyraźnie usłyszałeś, że siedzący za ścianą ludzie ucichli, a kroki stawiane były coraz bliżej Twojej celi.

Kermos z Baźin:
Metal był zimny, fakt. To przekreśliło jeden z planów. Na szczęście został kolejny. Ale czasu do zagotowania było coraz mniej. Stopy zaczęły delikatnie parzyć, więc oparł się na kratach. Złapał się trochę wyżej i podciągnął nieco, by móc położyć nogi na prętach. Poczuł ulgę. Jego ciało trochę się ochłodziło, lecz panujący skwar nadal był uciążliwy. Usłyszał wtedy kroki. Czyżby jego wybawienie nadchodziło? Oczywiście to była tylko pomoc w oswobodzeniu. O resztę musiał sam zadbać. Starał się oddychać w miarę wolno. Jego śluzówki w nosie były już wyschnięte. Taka temperatura, nawet przyjemna dla maurenów, jaszczurów czy ludzi, była strasznie uciążliwa dla niego. Od zawsze wychowany na wilgotnych terenach wśród jezior i bagien. Ewolucja zrobiła swoje i po prostu rasa turdnaszan nie była stworzona do takich warunków. Jedyne co mógł zrobić to czekać na oprawców. Chociaż szczęk pancerza nie zwiastował niczego dobrego.

Gordian Morii:
Usłyszałeś krótkie burknięcie po czym siedzący za ścianą ludzie opuścili piwnicę czy tam raczej loch o czym świadczyły pośpieszne kroki. Syk wody wylanej na płonące polana uzmysłowił Ci także, że ten ktoś kazał wstrzymać "podgrzewanie" podłogi. Kroki znów zadźwięczały o posadzkę a po chwili ujrzałeś odzianego w czarny pancerz rycerza.

- Zadarłeś z niewłaściwymi ludźmi trudnaszanie. Dziewczynka zginęła przez Ciebie. - powiedział nawet się nie przedstawiając.
- - Jutro o świcie zginiesz z mojej ręki, do Ciebie jednak należy wybór czy umrzesz honorowo ścięty na czystym płótnie czy zaszczuty jak wściekłe zwierzę w klatce. Twoja magia na nic Ci się nie przyda, nie lękam się śmierci, lecz ona boi się mnie.
Po czym odwrócił się i wolnym krokiem zaczął odchodzić korytarzem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej