Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tam gdzie żaby mówią dobranoc
Kermos z Baźin:
Nazwa wyprawy: Tam gdzie żaby mówią dobranoc
Prowadzący wyprawę: Gordian Morii
Wymagania: Bycie Kermosem
Uczestnicy wyprawy: Kermos
Był już późny wieczór. Kermos uznał, że kręcenie się po mieście o tej porze nie jest zbyt komfortowe. Przemierzał ulice podgrodzia patrząc z pogardą na patologicznych mieszkańców, nie zważając na to, że to jego sąsiedzi. Jednak nie czuł z nimi żadnej więzi. Dla niego to byli zwykli ludzie, którzy nie umieli wyjść z biedy. On nie chciał być taki. Chciał się rozwinąć. Chciał stać się potężnym magiem. Był bardzo ambitnym turdnaszanem. Potrząsnął głową, by kaptur zakrył on trochę więcej twarzy. Wszyscy tutaj patrzyli na niego krzywym okiem. Mógł ich pokonać mówiąc zaledwie jedno słowo, ale zamieszki oznaczałyby kolejne problemy Na razie miał dość mocnych wrażeń. Dotarł do swej posiadłości. Popchnął ledwo trzymającą się drewnianą furtkę by wejść na posesję i w końcu położyć się spać.
Gordian Morii:
Tak, wieczór. Większość tego rodzaju zadań zaczyna się wieczorem czyż nie? Bohater czy tam heros po pełnym przygód dniu już wraca do swego bezpiecznego azylu, by przyłożyć głowę do poduszki czy tam posłania i oddać się regeneracyjnemu działaniu snu. Planowałeś zrobić to samo. Los jednak postanowił pokazać Ci tę część pleców, w którym tracą one swą szlachetną nazwę.
Skrzypnięcie zawiasu starej furtki miało rozpocząć to co nieciekawe. Nie zorientowałeś się nawet kiedy się pojawili.
- Ha! Jest ten pierdolony ropuch! Gdzie Twoje święte mamusie? Nie ma? O to szkoda. Brać go! - wycharczał w twoim kierunku opasły zbir z oszczędnie uzębioną paszczą ziejącą zgnilizną.
Dopadli Cię we trzech. Dwóch złapało za ramiona, trzeci przypieprzył w głowę drewnianą pałką. Odpłynąłeś momentalnie, tracąc świadomość, lecz pewne chwyty dwóch drabów powstrzymały Cię przed osunięciem się na ziemię.
Gdyby ktokolwiek z licznych obserwatorów tego zajścia postanowił powiadomić straż zrelacjonowałby to tak. "Czterech zbirów napadło na trudnaszana przed jego domem. Ofiara dostała pałką w głowę, a potem trójka napastników zapakowała go do worka i wrzuciła na stojący za domem wóz z kolejnym mężczyzną, który był woźnicą. Zebrali się szybko i odjechali na południe, tak jakby za miasto." - niestety mieszkałeś na podgrodziu, gdzie takie sytuacje miały miejsce codziennie, a każdy mieszkaniec tego obsranego miejsca miał je całkowicie w dupie do momentu aż te nie spotkały jego samego.
Ocknąłeś się w śmierdzącej stęchlizną piwnicy. Chociaż słowo loch nadawałoby temu miejscu lepszego wydźwięku. Leżałeś na pokrytej odpadkami i odchodami podłodze niewielkiej murowanej celi z zakratowanym wejściem. Nie miałeś na sobie nic prócz spodni.
//: Usuń póki co cały ekwipunek. Prócz spodni.
Kermos z Baźin:
Napad. Nie miał czasu się bronić. Został wzięty z zaskoczenia, unieruchomiony i ogłuszony. Obudził się dopiero zamknięty w jakiejś ciasnej, śmierdzącej piwnicy. Nie było to miłe miejsce. Zwłaszcza ten kał leżący na ziemi. Wstał. W głowie mu się zakręciło, a ból zapulsował. Próbował przypomnieć sobie oprawców i wyobrazić ich jako lodowe posągi. Ogarnąć się szybko i spojrzał na siebie. Prócz szmatki pozszywanej by imitowały spodnie był tak, jak się przeobraził z kijanki. Zabrali mu procę i kostur. Popatrzył na swoje ręce. Był całe. Nie zabrali mu magii. To wystarczyło. Podszedł do krat i złapał się na nie. Rozejrzał się po przestrzeni, od jakiej oddzielała go żelazna przeszkoda. W głowie pojawiły się dodatkowe pytania. Kto i po co? Ale teraz priorytet miało jak się stąd wydostać. Wypatrywał czegoś co mu w tym pomoże.
Gordian Morii:
Wstałeś i analizując fakty, niezwykle szybko oceniłeś sytuację w której się znalazłeś - byłeś w dupie. Czarnej niczym bezksiężycowa noc w jaskini pełnej czarnej rudy. Masakra.
Ale po kolei, cela w której się znajdowałeś była pomieszczeniem o wymiarach dwa na trzy metry. Nie był to więc żaden wyznacznik luksusu, ale przynajmniej kładąc się na ziemi mogłeś wyprostować nogi. A co do ziemi... Jak już wspomniano czysta to ona nie była. Kał, brud, kał, brud i jeszcze trochę gnijącej słomy, której niewielki stosik leżał w kącie służąc zapewne za posłanie. Pod tym wszystkim dostrzegłeś kamienie, dopasowane do siebie z wielką kamieniarską precyzją, a więc piwnica czy tam loch był podmurowywany.
Jedynym otworem wychodzącym z celi były drzwi, chociaż lepiej byłoby powiedzieć krata. Stalowa skuwana na zimno rama z 4 centymetrowych płaskowników siedziała twardo na wbitych w ścianę zawiasach przewiercanych i zabezpieczanych skuwanymi sztabami, tak by nikt zdolny nie pomyślał o jej podważeniu. Skobel znajdujący się oczywiście z drugiej strony zabezpieczono grubą mosiężną kłódką, ważącą pewnie z dobre pół kilograma. Korytarz po drugiej stronie był już bardziej schludny. Co prawda tu i ówdzie walały się jakieś deski, szmaty i kawałki metalowych prętów, ale podłoga wyglądała już na zamiecioną. Jedynym źródłem światła były migotliwe pochodnie, których niestety nie było Ci dane zobaczyć.
Słyszałeś też przytłumione śmiechy i rozmowy dobiegające jakby zza ściany po prawej. W jednym z nich odkryłeś swojego oprawcę. Tego, grubego, który zatrzymał Cię przed domem.
Kermos z Baźin:
Położenie w jakim się znajdował co prawda, było kijowe. Lecz nie ma sytuacji bez wyjścia. Albo wyjdzie sam zostawiając za sobą zgliszcza, albo jego wyniosą w czarnym worku. Postanowił opanować wściekłość i zacząć myśleć. Na ziemi nie było nic przydatnego. Wystawił dłonie za kratę i ujął w nie ciężką kłódkę. Przy odrobinie wysiłku może udałoby się nią zniszczyć. Lecz wtedy usłyszał głosy. Jego wybawienie, a może przekleństwo. Raczej jedno i drugie. Jeden z nich brzmiał dziwnie znajomo. Coś mu zaświtało. Czyżby jeden z tych przemiłych panów, których spotkał przed domem? Jeśli to tak to długo będzie słyszał jego głos. Zwłaszcza krzyk podczas umierania. Teraz jedyne, co może zrobić to ich zwabić do siebie.
-Ej! Wy ludzkie kupy mięcha! Wody!
Krzyknął siłami, jakie jeszcze posiadał. Fakt, klimat piwnicy dał mu się we znaki. Czuł suchość w ustach, jaką czują niektóre znane postacie prawie każdego ranka. Jeśli tu przyjdzie przynajmniej jeden to jest szansa na ratunek. Przy okazji chciałby im zadać parę pytań w myśl zasady najpierw pytaj, potem bij.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej