Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tam gdzie żaby mówią dobranoc

<< < (4/5) > >>

Gordian Morii:
I nadzieja zdechła tak jak to miała w zwyczaju, a zamarznięta kłódka ani myślała pękać sama od siebie.

Kermos z Baźin:
Może i zdechła, ale żabolud miał silną wolę walki i ani myślał się poddawać. Za pomocą telekinezy przyciągnął do siebie wszystkie śmieci, jakie były na podłodze. A nóż znajdzie się tam jakiś skarb. Wygrzebał spomiędzy znalezisk metalowy pręt. Oczywiście wybrał ten, który wydawał się najsolidniejszy, a w rzeczywistości był tylko mniej zardzewiały. Włożył go w zapięcie kłódki i z całej siły zaczął na niego napierać używając ciężaru ciała. Teraz pytanie co puści pierwsze: kłódka czy pręt?

Gordian Morii:
Wpadłeś na doskonały pomysł. Miałeś pręt, zamarzną kłódkę, kawał nocy przed sobą i możliwość działania. Zabrałeś się więc do roboty. Pręt w oczko kłódki, drugi jego koniec w łapy i dawaj. Napieraj ile fabryka dała. Szkoda, że nie byłeś orkiem, albo innym koksiarskim skurwiwijem. Nie mniej siłowałeś się z zamarzniętym metalem na tyle długo, że aż puścił. Coś zgrzytnęło, trzasnęło i ustąpiło, a Ty działałeś siłą wciąż i to "wciąż" wystarczyło, żeby utracić oparcie i wpieprzyć się prosto w kopę gnijącego siana pełnego paskudztwa wszelakiego, które chwilowo zamortyzowało Twój upadek. Wygrzebując się ze śmieci z przerażeniem stwierdziłeś, że pręt nie nadaje się już do niczego, gdyż wziął się i wygiął. Ale za to pozostałe śmieci nadawały się jeszcze bardziej do wyrzucenia. Nie mniej jednak kłódka z mosiądzu ustąpiła, a wtedy dopiero dotarło do Ciebie jak głupi byłeś. Wszak, Twoja babcia miała kiedyś mosiężny talerz na owoce, taką swoistą paterę. Pamiętałeś jak skończyło się rzucanie tym talerzem po ścianach. Wziął i się "wygł" bo skubany był miękki jak dupka młodej dziwki. Wystarczyło przecież przywalić w zamarzniętą kłódkę lodowym soplem, by wybić w niej dziurę na wylot i porozdzierać mechanizm. Tyś jednak mag więc na luj Ci magia. Lepiej było naparzać ręcznie. Nie mniej parafrazując klasyka.

"Droga NIE jest zamknięta
NIE Zbudowali jej Ci którzy są umarli
I umarli NIE będą jej jedynymi panami..."

Patrząc na otwarte kraty gdzieś z tyłu głowy usłyszałeś dziwny głos:
//www.youtube.com/watch?v=meOCdyS7ORE

Kermos z Baźin:
I udało się. Po ciężkim wysiłku, którego nawiasem mówiąc, można było zaoszczędzić, udało się. Kłódka ustąpiła. Popchnął kratę, która otwarła się uchylając mu drzwi na wolność. Poczuł się wtedy jak dziecko wychodzące z łona matki prosto na ten łez padół. Chociaż w jego przypadku jako kijanka wychodząca ze skrzeku. Ale odstawmy na bok przyrodnicze zagadnienia. Wszak Kermos musi wydostać się jeszcze z tego zamku zostawiając za sobą tyle trupów i tyle zniszczeń ile tylko możliwe. Tak już ma w swojej naturze, jest mściwy i okrutny. Więc zrobił pierwszy krok tu temu. Przestąpił przez próg krat więziennych i stanął na korytarzu. Rozejrzał się jeszcze raz w poszukiwaniu jakiejś skrzyni, gdzie mogli zostawić jego rzeczy. Bo przecież jest taka niepisana zasada, że jeśli wrzucasz kogoś do lochu to wszystkie jego rzeczy czekają w skrzyni nieopodal. Jednak poznał się nieco na swoich oprawcach i raczej nie są na tyle głupi, by umieszczać ekwipunek w zasięgu telekinezy pojmanego, nawet jeśli siedzi za kratami. Więc cicho stąpając i nie robiąc żadnego hałasu stawiał swoje bose stopy na posadzce i zbliżał się do drzwi. Nasłuchiwał przy tym czy ktoś nie idzie. Na wszelki wypadek zebrał swą magię, by być gotów ją uwolnić natychmiastowo, w momencie inkantacji. Zbliżył się do drzwi i delikatnie je uchylił. Gdy rycerz wychodził Kermos był w stanie usłyszeć trzask, ale nie słyszał szczęku zamku. Starał się nie hałasować przy akcji.

Gordian Morii:
Dotarłeś do "komory" czy też raczej pomieszczenia w którym urzędowali "porywacze" fakt faktem nie hałasowałeś zbytnio, toteż nikt nie zainteresował się lekkim człapaniem bosych stóp gdzieś tam w piwnicy. W pomieszczeniu tym znajdowało się zakratowane okienko przez które ujrzałeś gwiazdy. Była więc noc i to dość późna noc, bo niebo nie było całkiem czarne, ale już delikatnie szarzało dając Ci do zrozumienia, że czasu zostało Ci niewiele.
Nie znalazłeś jednak żadnej skrzyni, ani kufra w którym złożono Twoje "ruchomości" musiałeś więc póki co zadowolić się miską chłodnej już kaszy i butelką rozwodnionego piwa. Które rozwodnione było z tego powodu iż jeden z Twych adwersarzy cierpiał na niemiłosierną zgagę, o czym oczywiście nie wiedziałeś, ale ja wiedziałem, bo sobie tak to właśnie wymyśliłem, aby usprawiedliwić w pewien sposób to, że na stole znalazłeś jakiś badziew zamiast wykwintnej kolacji z 13 dań.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej