Tereny Valfden > Dział Wypraw

Myśliwskie rewolucje

<< < (8/9) > >>

Evening Antarii:
Młodą dziewczynę speszyło zachowanie dhampira. Przed chwilą posądzała go o zabicie ojca, a teraz wtula się w jego pokrwawioną koszulę. Swoją drogą... to wyglądało dziwnie.
Odsunęła się od niego. - Pochowaj go w ogrodzie, niedaleko krzewów róży. Przy płocie jest łopata, gdybyś potrzebował...- czerwonym płaszczykiem otarła łezkę i oddaliła się z powrotem na dróżkę, czasami tylko zerkając na poczynania Silvastera.

Nawaar:
Może cała akcja wyglądała dość dziwnie, ale to nie miało żadnego znaczenia, bo tak naprawdę chciał pomóc ulżyć dziewczynie. Dlatego odszedł od niej i poszedł, po zwłoki jej ojca chwycił je delikatnie i zaniósł je do ogrodu, by spokojnie ułożyć je obok krzewu róż. W następnym akcie udał się, po łopatę i zaczął kopać dół. Kilka machnięć łopatą i dół był jak się patrzy dość głęboki, by inne zwierzęta nie rozkopały miejsca oraz żeby nie zostały tutaj zwabione zapachem rozkładającego się ciała. Dhampir, po chwili otarł pot z czoła i umieścił martwego Zbyszka w dole spojrzał jeszcze raz na jego twarz, po czym zaczął zasypywać go ziemią. Cała ta sytuacja wydawała mu się dziwna i było w niej dużo niewiadomych. Dlatego jeszcze postanowił sprawdzić otwarte mieszkanie gdy, tylko zakopie staruszka w międzyczasie powiedział kilka słów do zmarłego.
 - ÂŻegnaj mały i pędź do swojej żony. Mam nadzieję, że zaznasz w końcu spokoju, a o córkę się nie martw będę miał na nią oko.
Mówiąc to sypnął ostatni raz zakrywając jego twarz. Teraz odłożył łopatę i udał się do jego córki, by powiedzieć co chciałby jeszcze zrobić nim odprowadzi ją i oczywiście musiał pozbierać trofea.
- Słuchaj cała ta sprawa śmierdzi mi na kilometr. Chcę jeszcze sprawdzić mieszkanie, aby mieć pewność że nikt twojego ojca nie zabił, bo być może zostawił jakieś ślady. No i druga sprawa taka, że chciałbym zebrać jeszcze trofea z martwego wilka. Także poczekaj chwilę a ja się upewnię.
Powiedział to i ruszył do chaty, by ją dokładnie przeszukać. Liczył na jakieś ślady włamania albo krwi, narzędzi zbrodni normalnie, cokolwiek co mogło być przyczyną śmierci Zbyszka.

Evening Antarii:
Nic takiego w domu nie było. Być może niziołek wyszedł tylko na chwilę, oczekując powrotu Silvastera z niecierpliwością... Tylko na stole był mieszek z grzywnami, które wcześniej zostawił tam Zbyszek.
A dziewczyna czekała i rysowała sobie bucikiem coś po piasku w oczekiwaniu na dhampira.

Nawaar:
Dhampir nie dostrzegając niczego niezwykłego zabrał mieszek z grzywnami, ale nie wziął ich dla siebie. Tymczasowo, tylko je przetrzymał by móc później oddać je córce zmarłego. Silvaster wychodząc zamknął za sobą drzwi i podszedł jeszcze do wilka, którego miał zamiar pozbawić skóry. Dziecko świtu klęcząc wyciągnęło sztylet i zaczęło dobierać się do skór i reszty trofeów. W ten sposób pozyskał dość pokaźną ich liczbę, którą schował do torby i teraz mógł wracać z dziewczyną. Dhampir podszedł do niej i przekazał jej mieszek z grzywnami.
- Niestety nie znalazłem niczego, co mogłoby wskazywać na udział osób trzecich ale znalazłem ten mieszek z grzywnami leżący na stole. Sądzę, że powinnaś go wziąć i udać się w świat dlatego powiedz mi dokąd chcesz iść, a Cię tam odprowadzę.

Pozyskuję :

16 pazurów wilka
2m2 skóry wilka
4 kły wilka

Evening Antarii:
Stefania, bo tak miała na imię niziołka, nie przyjęła mieszka, odsuneła dłoń Silvastera i rzekła
-  Mam pieniądze. Mój ojciec bardzo dużo zarabiał na hazardzie, a jeszcze więcej tracił. Zadłużył się u pewnego mieszczanina z podejrzanej organizacji. Przychodził, zabierał nam ostatnie oszczędności, bił ojca. A to co zostało mojemu papie, mnożyło się dzięki niemu i jego ryzykownej grze w karty razy dwadzieścia. I tak było też ostatnio, dlatego nie zabraknie mi na skromne życie. Weź to jako zapłatę za to co dla niego zrobiłeś. Przynajmniej się starałeś. -posłała mu niemrawy uśmiech, na który z trudem się zdobyła. - Więc wróćmy razem do stolicy. Tam każdy z nas pójdzie w swoją stronę...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej