Stisla dopiero teraz zrozumiał, że tym swoim zwyczajnym toporkiem niewiele zdziała. Na jakiekolwiek przemyślenia było jednak za późno, pierwszy bandyta właśnie przekraczał próg uszkodzonej bramy. Dokładnie tyle miejsca było w przesmyku we wrotach, żeby zmieścił się jeden człowiek na raz. Bękart z ryżego koloru brodą uchwycił więc w dłoniach swoją broń, niemalże z całych sił, tak by dodać sobie otuchy. Dzieliło ich już zaledwie 3-4 metry
-
Bij, zabij. - zakomenderował pod nosem, po czym zerwał się niczym wystrzelony z procy.
Dopadł do przeciwnika w mgnieniu oka i będąc około metra od zbira, potężnym zamachem znad głowy, trzepnął go w bark ostrzem. Było pewne, że uderzenie spowodowało złamanie obojczyka. Przeciwnik tylko zająknął z bólu. Nie wydał już żadnego innego dźwięku z siebie, gdyż krasnolud dokładnie tym samym ruchem uderzył ponownie. Tym razem z drugiej strony. Bandyta skonał.
Reszta bandytów zaskoczona niespodziewanym atakiem na moment się wycofała. To wystarczyło by "obrońca bramy" przygotował się na kolejny atak.
-
Bękarciontka! Do bramy! - wrzasnął i wycofał się nieco do tyłu, cały czas czujnie bacząc na uszkodzone wrota. Jego odległość od furty wynosiła teraz jakieś 5 metrów. Stał na placu głównym całkiem sam, nie bacząc na zagrożenie. Wiedział także to, że jeśli nie otrzyma pomocy współtowarzyszy broni, to być może będzie to miejsce gdzie zakończy swój żywot.
//4x
http://marantwiki.tawerna-gothic.pl/index.php/Bandyta