Tereny Valfden > Dział Wypraw

Trening czyni mistrza

<< < (3/4) > >>

Rodred:
Pokiwałem głowom, że wiem. - Słyszałem. To wygląda tak po prostu, że przylatuje aniołek a ja go mogę trzepnąć pazurami?

Dragosani:
Drago zaśmiał się, słysząc słowa Rodreda.
- Z aniołami to lepiej nie próbuj walczyć - odparł. - To byliby bardzo wymagający przeciwnicy nawet dla mnie. Przynajmniej na razie. - Ostatnie zdanie wypowiedział z wrednym uśmiechem.
- Poza tym przez większość czasu to żywe, fizyczne istoty. No, chyba że zginą. Ale mniejsza o nich. Tak, to tak mniej więcej wygląda. Możesz walczyć wręcz demoniczną ręką z istotami astralnymi. Możesz zadawać im obrażenia przy jej użyciu. Pewnie nawet można po prostu dotykać nią duchy. A właśnie, miałem coś ci pokazać. Wystaw przed siebie rękę - polecił. Oczywiście miał na myśli demoniczną rękę. A tak z innych spraw, to właśnie wyjechali z dżungli. Kierowali się na północ i lekko na wschód. Było już popołudnie, więc za kilka godzin miał nastać wieczór.

Rodred:
- Spróbuje złapać tego ducha co latał po ideologicznej. Powiedziałem uśmiechając się wrednie. Niepewnie wystawiłem rękę do wampira pytając. - Zatrzymamy się gdzieś na nocleg. Szczerze w to wątpiłem ale zawsze można zapytać.

Dragosani:
Drago wstrzymał konia. Zerknął na wyciągniętą rękę Rodreda. Zignorował na tę chwile jego słowa. Nagle wyrwał z kabury pistolet i zanim człowiek zareagował, wycelował i wystrzelił. Musiał planować to już wcześniej, gdyż broń była załadowana. Rozległ się huk, z lufy wystrzelił pocisk w kłębach dymu. Kula trafiła tam, gdzie miała trafić, w dłoń Rodreda. Odbiła się od wytrzymałej tkanki i poleciała gdzieś w bok, wbijając się w ziemię. Sam Rodred poczuł niewiele. Ot, lekkie uderzenie, świadczące o dotyku czegoś, lecz nic poza tym. Nie poczuł bólu. Na dłoni nie został nawet najmniejszy ślad uderzenia kuli. Drago płynnie schował broń do kabury. Jego koń tylko lekko drgnął. Był przyzwyczajony do huku.
- Twoja ręka jest teraz niezwykle wytrzymała. Zapamiętaj to, może być to użyteczne w walce - powiedział i ruszył na koniu w dalsza drogę. - Jak znajdziemy po drodze jakieś odpowiednie miejsce, to czemu nie - dopiero teraz odpowiedział na słowa o noclegu. 

ÂŻelazny nabój:
46 - 1 = 45

Rodred:
Spałem przez chwilę z taką miną "wtf?" po czym rozszerzyłem usta w wielkim uśmiechu. Przez chwilę patrzyłem się tępo w rękę. Następnie jednak ruszyłem za wampirem mówiąc. - Czytałem o tym, ale nie spodziewałem się, że aż tak nie będę nic czuł. Po chwili słysząc słowa z odpowiedzią na nocleg pomyślałem. Jesteśmy dwiema super wytrzymałymi bestiami, widzącymi w ciemności a na dodatek on jest wampirem i szukamy noclegu? Trochę mnie to rozbawiło. Raczej powinniśmy w mroku maszerować. Po chwili dopiero zdałem sobie sprawę jak ciężko było by mi się do tego przyzwyczaić. W końcu cały czas jestem człowiekiem dla, którego słońce oznacza bezpieczeństwo i życie. Zastanawiałem się również czy wampir nie wolałby jechać w nocy. Zaraz po tym naszły mnie myśli typu jak długo bym wytrzymał bez snu. Zdałem sobie sprawę, że czas przyniesie mi odpowiedzi na te wszystkie pytania.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej