Tereny Valfden > Dział Wypraw
W cieniu gór
Dragosani:
Babcia stęknęła tylko i nie protestowała. Przynajmniej na razie. Ekwipunku Lucasa leżał zaraz obok drzwi, gotów do zabrania. Wystarczyło więc go sobie wziąć i ruszyć w drogę. Bo raczej ciężko było sobie wyobrazić zostanie w chacie na noc.
// Jak chcesz możesz opisać drogę powrotną.
Lucas Paladin:
Lucas oczywiście tak uczynił. Zabrał swój ekwpiunek i nakazał babci iść przodem. Czekało go jeszcze około godziny drogi, jednak zbytnio się tym nie przejmował. Zartat jednak okazał się łaskawy i rycerz nie skończył jako pożywienie kanibalki. ÂŚcieżka do wioski wiodła przez las, niestety Tergon jako dość młoda i biedna prowincja, nie mogła sobie pozwolić na budowę porządnych dróg, co Lucas zamierzał oczywiście zmienić. Babcia szła na przedzie bez słowa, znając drogę zapewne na pamięć, rycerz zrozumiał, że zaakceptowała swój los, pewnie nie czuła, że robi coś złego, ale wiedziała jak to się dla niej skończy. Gdzieniegdzie drogę zagradzały obalone pniaki, czy dziury wydeptane przez leśne zwierzęta, ale ogólnie rzecz biorąc cała podróż przebiegała dość spokojnie i sprawnie. Babcia jak na swoje lata miała jeszcze w nogach to coś. Gdy dotarli wreszcie do wioski Lucas przyprowadził kobietę przed oblicze Ptasznika, nadal trzymając ją silną ręką, aby w tym przypadku nie pomyślała czasem o ucieczce. Choć i na to były sposoby.
- Witaj sołtysie, zechesz wysłuchać mej opowieści o tym, co kryje się w cieniu gór?
Dragosani:
Ptasznik przebywał w swoim domu. Siedział za tym samym stołem co ostatnio. Gdy już przywitał Lucasa i spojrzał podejrzliwie na staruszkę, odpowiedział rycerzowi.
- Oczywiście chętnie wysłucham relacji - odparł. - Czy ta kobieta ma jakiś związek z atakami?
Lucas Paladin:
Lucas rozpoczął więc historię: - Otóż za śmierć Twoich ludzi nie są odpowiedzialne wampiry, żadne dzikie zwierzęta, czy drapieżnicy. Tylko ludzie. Ludzie, którzy w swojej głupocie ulegli instynktom tak pierwotnym, że zaczęli pożerać własny gatunek. Kanibale. W jaskini, którą mi wskazałeś odkryłem ich siedzibę. Wracając do Ciebie zabłądziłem i trafiłem do chatki tej kobiety. Otruła mnie i zamknęła w swojej piwnicy, gdzie znalazłem ludzkie mięso i szczątki. - rycerz wzdrygnął się na myśl o wspomnieniu dziecka na rożnie i piwnicy pełnej ludzkich kończyn. - Zapewne miałem zostać jej kolejną ofiarą. Tobie i wsi pozostawiam decyzję co do jej losu. Ja natomiast muszę wracać do stolicy, wasz problem został rozwiązany. - zakończył z wyraźnym smutkiem na twarzy. Nie wiedział bowiem ile ciemności kryje się w samych ludzkich sercach.
Dragosani:
- Rozumiem - powiedział tylko Ptasznik, wybijając wzrok w babcię. Zimny, oceniający wzrok. - Zajmiemy się nią. Nie będzie cierpieć. Nie jesteśmy potworami. - Pogrzebał gdzieś przy pasie. - Może nie powinienem płacić panu tych ziem, ale proszę. Za trud i fatygę. - Podał Lucasowi mieszek. Było w nim pięćdziesiąt grzywien.
- Damy panu też prowiant na drogę powrotną. I oczywiście może pan zostać tutaj na noc. Miejsce się znajdzie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej