Tereny Valfden > Dział Wypraw
W cieniu gór
Dragosani:
- ÂŁukasz Platyn, tak - odparł chłopak. Właściwie to chyba bardziej do siebie, niż do Lucasa. Po tych słowach zmieszał się trochę. Popatrzył na swoje buty, które nie były w najlepszym stanie. Po chwili zebrał się w sobie i powtórzył słowa, które powiedział do sługi.
- Jestem Grzybek - przedstawił się i znów się nieumiejętnie skłonił. - Ja z Tergonu przyszłem. Tam mieszkam z tatulką, mamulką, siostrami i braćmi. W chatce małej. I ten... my pomocy potrzebujo! A strażniki w miast, co tam w pobliżu so nie cho pomóc. Bo to nie ich glina, czy coś. Więc tatulko kazał do pana przyjść. - Znów spuścił wzrok na swoje buty.
Lucas Paladin:
- Z mojej gminy jesteście? - Lucas wyraźnie się zdziwił. Po drugie był pod ogromnym wrażeniem, że chłopiec przebył taki kawał drogi sam i dotarł tu w jednym kawałku i nie okazując zmęczenia. Zaniepokoiło go również, iż w zarządzanej przez siebie gminie dzieją się niepokojące rzeczy. Postanowił więc zapytać młodzieńca o szczegóły.
- Co takiego się dowiedziałeś, mój mały? Co się dzieje?
Dragosani:
- No - powiedział niezbyt pewnie chłopak. Jego podróż wbrew pozorom nie była aż tak trudna jak można było się spodziewać. Najgorszą część, przeprawę przez góry, przebył wraz ze znajomym jego ojca. Całkiem dobrym tropicielem. Później najął się do pomocy na barce płynącej w dół Amertodonu. Oczywiście Lucas nie mógł tego wiedzieć.
- Bo u nas w górach się wąpierze pokazały - powiedział w końcu. - Napadajo na wędrowców, jedno rodzine nawet w ich chacie wyłapały. Tatko kazał mi więc po pomoc iść - zaczął tłumaczyć.
Lucas Paladin:
Wampiry? W Tergon? W sumie, oni lubią się chować w górzystych miejscach, gdzie jest mało słońca, także było to bardzo możliwe. Dzikie wampiry zawsze stanowiły zagrożenie, dlatego Lucas postanowił przyjrzeć się bliżej temu zjawisku. Dorrianowi kazał wpuścić Grzybka do domu, na jakąś ciepłą strawę i coś do picia. Sam udał się do swojego pokoju, gdzie zmówił krótką modlitwę do Zartata i przywdział pancerz, zostawiając jedynie pawęż. Miecz ze srebra, buzdygan i sztylet zabrał ze sobą. Wrócił do głównego salonu, gdzie pozwolił Grzybkowi zasmakować swojej gościnności, po czym rzekł:
- Zajmę się tą sprawą, prowadź chłopcze do Twego ojca.
Dragosani:
Grzybek chętnie skorzystał z zaproszenia. Zjadł posiłek z chęcią i apetytem. Zapewne nie miał okazji zjeść porządnego obiadu już od dawna. A takiego, jakie serwowano w domu Marszałka to najprawdopodobniej nigdy. Gdy Lucas w końcu wrócił, już w pełnym rynsztunku, Grzybek już skończył jeść.
- Tatko został w domu, trza będzie wrócić w góry - powiedział do rycerza, gdy już ochłonął po ujrzeniu go w pełnej płycie. - Mówił, że już za stary jest na taką podróż. No i ktoś musiał chałupy pilnować - dodał, jakby tłumacząc się. - To możemy ruszyć i teraz, jeśli Pan sobie tego życzy - powiedział jeszcze. Pytanie pozostało, jak dostać się na północny kraniec wyspy?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej