Tereny Valfden > Dział Wypraw
Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #5 [Evening Antarii]
Funeris Venatio:
//ÂŁaska siły działa w następnym poście z walką, nie tym, w którym rzucasz czar.
Ogar ugryzł panią paladyn w rękę, zupełnie tak jak widziała to Evening. Jednak jego zęby nie ześlizgnęły się tak, jak mogło się to wydawać. Szczęka potwora znalazła się szybko przy nadgarstku rycerza z Bractwa i zdarła potworną siłą rękawicę. Kły z wielką łatwością wbiły się w miękkie ciało i poważnie zraniły pannę Antarii w dłoń. Z połamanymi kośćmi, rozerwanymi żyłami i ścięgnami, kobieta ryknęła z bólu. Krew polała się obficie na i tak już ubrudzony bruk, a ogar zaatakował ponownie, uderzając łbem w ciało Evening. Ta padła jak długa na ziemię, miecz wypadł jej z ręki i odskoczył na metr od nadal sprawnej prawej dłoni. Paladyn straciła na moment dech w piersi, lecz wyraźnie widziała paszczę, z której już zaczynał wydobywać się ognisty opar. Uderzy w kobietę w przeciągu sekundy.
Evening Antarii:
Nie było czasu sięgać po miecz. Był blisko i równocześnie daleko. Jeden metr. Tylko że w stronę Eve zmierzały już płomienie, więc musiała uciekać. Po broń wróci później. Musiała natychmiastowo wybrać punkt, jedno mrugnięcie oka. Przemieściła się tam, jakieś 10 metrów za demona, a miejsce gdzie przed chwilą leżała, głaskały gorące płomienie ogara z otchłani.
Dopiero teraz poczuła ból. Pulsujący, szarpiący drobne zakończenia nerwowe, pozrywane tkanki dłoni i żyły. Połamane kości śródręcza, możliwe że także i ta promieniowa. Oprócz tego kłucie w klatce piersiowej, spowodowanie pchnięciem piekielnej bestii. Tylko że czas uciekał, z jej roztrzaskanej dłoni kapała obficie krew, a Eve zacisnęła tylko mocniej szczęki. Wszystkie te niemiłe odczucia dobijały się do jej mózgu i chciały zamieszkać w podświadomości, chcąc by się poddała. Lecz ona wiedziała, że nie może tego zrobić. Ile poświęcenia kosztuje życie jednej kobiety...
Naprawdę trudno jej było skupić myśli na czymś innym poza bólem. Ale wytrenowano ją i uczono cierpliwie jak go znosić. Sama nie wie jakim cudem, ale udało jej się wzbudzić jedno, ledwo się tlące dobre wspomnienie. Trwało ono ułamek sekundy lecz magia obudziła się w jej krwioobiegu i krążyła po całym ciele. To wystarczyło, zdążała wykrzyczeć Izeshar przez zaciśnięte zęby, a nad zdrową ręką pojawiła się kula pełna magii z dziedziny życia który wystrzelił przy pomocy telekinezy w "linię grzbietu". Celowała w kark, by demona uszkodzić i choć trochę unieszkodliwić.
Zerknęła na kobietę, leżącą gdzieś wśród zgliszczy.
Funeris Venatio:
- Nawet on Cię nie ochroni - powiedziała kobieta dziwnym i niebezpiecznym głosem. Każde słowo przepełnione było bólem i cierpieniem. Złem, nienawiścią, żądzą mordu, ale i... strachem. Diablica stała nad Evening z jej własnym srebrnym mieczem w dłoni, który palił jej tkanki. Bestia z otchłani z grymasem bólu na twarzy splunęła krwią w twarz pani paladyn i przebiła jej ciało ostrzem.
- Nadchodzi coś większego niż całe Bractwo i aniołowie Zartata razem wzięci - ostatnie słowa dochodziły do Evening już strasznie zniekształcone, jakby zza mgły lub spod powierzchni wody.
- Dobrze się czujesz? - usłyszała chwilę później głos Funerisa. Rozpoznała jego zapach, jego ciepło. Po chwili wrócił jej wzrok i ujrzała, że nadal znajduje się na bezkresnej równinie za miastem Efehidon w centralnej części wyspy. Albo przynajmniej jej projekcji.
Evening Antarii:
Evening była ranna, wciąż traciła krew. Robiła się coraz słabsza, pojawiały się mroczki przed oczami a ból pulsował w niezliczonych miejscach na jej ciele. Nie była w stanie powiedzieć czy cokolwiek ma złamane. Równie dobrze mogła to być ręka albo noga - wszędzie bolało tak samo. To widzenie było nadzwyczaj realne. Poczuła ogromny strach gdy ujrzała diablicę. I wiedziała, że nic nie może zrobić... Chciała chwycić za broń, lecz to diablica dzierżyła jej miecz, który palił jej dłoń. Chciała użyć magii ale była za słaba. Miecz przeszył ją z łatwością. Jak worek z miękkimi wnętrznościami. I już nawet się nie broniła. Była całkiem bezradna, a słowa wypowiadane przez diablicę trafiały do niej jako zniekształcony bełkot. Więc tak wygląda śmierć?
Otworzyła oczy w chwilę później. Nie raziło ją światło bijące od płomieni lecz wiosenne światło słoneczne. Otworzyła oczy szerzej i ujrzała znów równinę za Efehidonem i Funerisa obok. ÂŻyła. Przynajmniej na to wyglądało.
Funeris Venatio:
- Wieczorku? - spytał z niewielką obawą, gdy kobieta dłuższą chwilę nie odpowiadała.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej