Tereny Valfden > Dział Wypraw

Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #5 [Evening Antarii]

<< < (5/9) > >>

Evening Antarii:
Spokojną modlitwę przerwał krzyk. I słup zimnego orzeźwiającego powietrza. Nie zastanawiając się długo, Eve ruszyła w kierunku skąd pochodził krzyk. Cokolwiek się działo, paladyn chciała sprawdzić czy ktoś nie potrzebuje pomocy. Tak więc odwróciła się by sprawdzić co się mogło stać...

Funeris Venatio:
Teraz uderzyło w nią ciepło. Blask ognia, tlących się drewien, kopcących się, unoszących się gęstymi kłębami ku niebu. Ogarnięte pożogą miasto. Budynki stały w ogniu, zawalały się, zmieniały w ruinę. Z każdej strony szerokiej uliczki szalał pożar. Karczma z lewej nie miała już dawno dachu, pierwsze piętro właśnie równało się z poziomem ziemi; wrzask ludzi wewnątrz ucichł przed paroma minutami. Po zasnutym ciężkimi chmurami niebie krążyły niezidentyfikowane skrzydlate kształty, które nie wyglądały na aniołów, bynajmniej. Stopiony śnieg zalegał na bruku ulicy, przylepiał się do okutych butów i wciskał pod blachy pancerza. Przemoczona pani paladyn trzęsła się z zimna atakowana z jednej strony diabelnie mroźnymi podmuchami wiatru.
Znowu usłyszała krzyk. Jakaś kobieta, odziana w strzępy ubrań, leżała kilkadziesiąt metrów przed nią, tuż obok zawalonej wieży strażniczej odcinającej drogę ucieczki. Nad nią czaił się demon. Evening nie miała przy sobie żadnej broni. Dostrzegła tylko, że jej srebrny miecz leży niedaleko potwornej sceny, jakieś 6 metrów za ogarem.



1x Ogar z otchłani.
Działają na Ciebie kary: Osłona nocy i Spadek temperatury poniżej 0 stopni.

Evening Antarii:
Kolejna wizja. Ogień. Walące się budynki. I demon. Co prawda miała już z nimi do czynienia, ale wtedy była w pełnej zbroi, miała przy sobie swoje ulubione bronie i tarcze. A wokół mnóstwo ludzi którzy mogli jej pomóc. Teraz została jej tylko magia i jej właśnie zamierzała użyć by dostać się do swojego srebrnego miecza.
Pomimo szalejącego ognia, Evening wykrzesała w sobie odrobinę dobrych wspomnień, choć wokół płonęli ludzie i trzeba było zacząć działać. Natychmiast. Nad jej dłonią zaczęła się tworzyć magiczna kula pełna niszczycielskiej mocy. Wykrzyknęła głośno -Izeshar- by jej głos przedarł się przez buchające płomienie. Pocisk esencji powędrował w jeden łeb demona. Chciała go oślepić by dotrzeć do swej broni. A potem ruszyła przed siebie po trzeszczącym śniegu wśród mrozu i gorąca naraz. Musiała ochronić kobietę, która była raczej w nędznym stanie. W podartych ubraniach leżała na śniegu a nad nią krążyły demony. Eve wycelowała jeszcze jeden magiczny pocisk. Przypomniała sobie miłe wspomnienia z dzieciństwa, poczuła jak magia krąży w jej żyłach a potem formuje się jakby w kulę armatnią. Kolejna inkantacja -Izeshar przemknęła w zimne powietrza a "życiodajny" pocisk poleciał wprost w gardziel drugiego demona.

Funeris Venatio:
//Tak szczerze mówiąc, to nie do końca wiem o jakim "drugim demonie" piszesz.

Pocisk esencji nie doleciał skutecznie do ogara, więc ten nie zginął. Zauważył jednak panią paladyn i ruszył szybkim biegiem w jej stronę. Znajdował się teraz w odległości jakichś 25 metrów.

Evening Antarii:
//to miała być druga gardziel demona :)

Dziewczyna zaklęła plugawie pod nosem. Tak, jak nie przystoi pani paladyn. Jednak to nie był czas na dworne zachowanie. Teraz liczyło się tylko ocalenie kobiety i zniszczenie demona. Próba użycia magii zawiodła. Pierwszy cel nie został osiągnięty, lecz przynajmniej pani paladyn zyskała nieco czasu. Przynajmniej odciągnęła demona od niewinnej kobiety. Z tym, że teraz miała go na swojej głowie. W przenośni. Demon zbliżał się, należało działać. Dziewczyna poczekała chwilę, aż potworny pies podbiegnie na jakieś piętnaście metrów. W tym czasie skupiała się. Przywoływała magię i wizualizowała efekt. Chciała przemieścić się za demona, tuz obok miecza, który tkwił we wpół stopionym śniegu. Każda komórka jej ciała odpowiedziała na rozkaz umysłu i moc duszy. Evening przemieściła się za demona. Znalazła się tuż przy mieczu. Schyliła się do niego i chwyciła za broń. Ręce jej drżały, niewiele też widziała. Działało to na jej niekorzyść. Demon w pierwszej chwili nie wiedział co się stało. Jednak szybko odwrócił się i ponownie ruszył do ataku. W tym czasie panna Antarii ponownie użyła magii. Przywołała ją ze swojej duszy i krzyknęła inkantację, prosząc Zartata o pomoc.
- Grashiz! - Poczuła Jego łaskę, łaskę siły. W jej ramiona napłynęła moc zaklęcia. Ręce przestały drżeć. Była gotowa do walki. Demon także. Warcząc wściekle rzucił się na dziewczę. Zbliżył się do niej na jakieś pięć metrów i zionął ogniem. Z obu pysków pomknął w stronę pani paladyn strumień ognia. Gorącego jak sama wściekłość Otchłani. Tak przynajmniej zdawało się w tej chwili Eve. Dziewczyna rozpaczliwie odskoczyła w bok, co nie było takie łatwe w zbroi. Jednak udało się i nawet się nie przewróciła. Ogar kontynuował atak. Widząc, ze ogień nie podziałał, postanowił zaatakować konwencjonalnie. Rzucił się na dziewczynę, próbując ją przewrócić. Evening rozpaczliwie i niemal instynktownie znów wykonała unik. Prosty i niezbyt zgrabny. Ale walka to nie balet, nie musi ładne wyglądać. Demon wylądował ze skoku obok dziewczyny i ponownie wściekle atakował. Jednak ta nie pozostawała mu dłużna. Uniknęła jego zębów i uderzyła mieczem w łeb potwora. Atak był prosty, ale całkiem skuteczny. Ostrze miecza wbiło się w czaszkę potwora, rozcinając ją niemal wpół. Demon ryknął, Eve zaś wyciągnęła broń z rany. Zraniona głowa zdawała się zdychać, jednak pozostała jeszcze druga. Ogar spróbował ugryźć przy jej użyciu dziewczę. Klapnął zębami i ugryzł lewą ręką pani paladyn. Jednak jego żeby nie mogły przebić się przez jej pancerz. Ześlizgnęły się. Eve zachwiała się lekko, lecz odzyskała równowagę i zaatakowała. Tym razem pchnęła mieczem. Wymierzyła i naprała z całej siły. Trafiła w oko potwora. Srebrne ostrze wbiło się w czaszkę demona, przebijając ją. Potwór szarpnął się, ryknął i padł martwy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej