Tereny Valfden > Dział Wypraw

Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #5 [Evening Antarii]

<< < (3/9) > >>

Evening Antarii:
Z początku przyjemny widok Zielonej Równiny zmienił się teraz w straszny obraz pełen krwi, ludzkich wnętrzności i uszkodzonych broni - obraz skutków chorej ambicji Meaneba. Okropne pole bitwy. Ból konających uderzył w wizji także w nią. Czuła ich cierpienie...
A w oczach Funerisa ujrzała jeszcze więcej czerwieni.
-Myślę, że jeśli ktoś pragnie pokoju, musi liczyć się też z wojną. Choć niesie ze sobą ból i ofiary, czasami jest nieunikniona. Król Isentor dobrze o tym wiem. A Meaneb nie chciał innego rozwiązania, nie chciał rozmowy. Wysłał przeciwko prawym istotom demony. Lecz na polu walki nie liczy się to, czy jest się filozofem, zwykłym chłopem czy nawet rycerzem. Armię tworzą jednostki. Myślę, że ci którzy tu polegli zasługują na miejsce w naszej pamięci. Jednak wiedzieli oni z czym wiąże się walka. Znali cenę, byli gotowi na poświęcenie w obronie ojczyzny. Nigdy nie było dobrej wojny.

Funeris Venatio:
- Mówisz o uciekaniu się do siły, ale czy słuszne jest wykorzystywanie środków naszych wrogów do pokonania ich? Kimże jest człowiek, który w imię dobra postępuje źle? Sądzisz więc, że czynienie rzeczy złych w imię dobra nas usprawiedliwia?

Evening Antarii:
-Trzeba dać przykład, jak pokonywać zło. Zniszczyć je póki kiełkuje. Jeżeli nie ma zła to nie ma i dobra. Dobro wymaga poświęceń a czasami nawet czynów które mogą wydawać się złe... Lecz życie jednostki może stanowić o całej wspólnocie a wspólnota ma chronić tę jednostkę. Jeżeli tylko mieczem możemy zaprowadzić ład i porządek to jest to właściwa droga. Król Isentor tylko walką mógł pokonać Meaneba. To on wtargnął na nasze ziemie z decyzją zawładnięcia wolnymi prawymi ludźmi- wyjaśniła. Cały ten czas myślała o ofiarach na Równinach i tym, co mogło kierować potężnymi władcami. Była głęboko przekonana co do swoich poglądów.

Funeris Venatio:
- Pamiętaj, lekcja pierwsza. W oczach naszego Pana wszyscy jego wyznawcy są równi, dlatego, że każdy z nich oddaje mu wszystko co ma i robi wszystko na co pozwalają mu ziemskie ograniczenia. Na tych równinach zginęło wiele istnień. Nie widziałem żadnej z tych bitew, ale wszystkie te śmierci unoszą się w powietrzu, niemalże chcą zaciągnąć moją duszę na ich stronę, wpędzić w otchłań... - Funeris zamyślił się na moment, patrząc w jakiś punkt gdzieś daleko, jakby kogoś wypatrywał. - Co więc według Ciebie jest bardziej godnym czynem, cóż ma większą wartość dla Zartata. Obrona niewiasty przed demonem, czy może modlitwa i ofiara złożona przez 7 letnie dziecko? - podjął po chwili?

Evening Antarii:
-Siedmioletnie dziecko teoretycznie niewiele może dać naszemu panu. Ale tylko teoretycznie. Nie może walczyć, za to jego modlitwa może działać cuda, jeśli jest szczera i pochodzi z serca. Te słowa małego dziecka mają potężną moc, bo wszyscy są wobec Zartata równi. Ochrona życia, poświęcenie... to coś na co stać dorosłego człowieka. Jeśli jest w stanie trzymać miecz to powinien walczyć przeciw złu i jego mrokom. Jednakże dziecko jak i inny człowiek albo wojownik mogą podarowywać panu co innego, lecz tak samo przychylnie zostanie to przez niego przyjęte.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej