Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Evening Antarii:
Zardzewiałe drzwi ustąpiły ze skrzypnięciem. Otworzyły się nagle ukazując wnętrze pokoju jakby na kształt biura. Szafy wypełnione dokumentacją, drewniany stół z kloszem z jakimś embrionem. Wokół leżącego na ziemi ze strachu Króla leżały rozsypane kartki z przerażającymi rysunkami. Robił porządki...
Miał na sobie maskę z miejscem na elfie uszy, odziany był w zwykłą koszulę i spodnie. Nawet buty miał liche. Przy sobie zaś nie miał żadnej broni. Był słaby.
-Wiedziałem że po mnie idziesz... Odkąd przybyłaś do Milczącego Dworu... - wycharczał i splunął na Oczko z pogardą. Niewierne dziecko!!! Niewierne!...- wykrzyknął. Cały się trząsł, zgrzytał zębami, pocił się ze strachu.
- Milcz - powiedziała stanowczo. Potem zacisnęła szczęki a w dłoni dzierżyła sztylet. Poprawiła na nim palce. - Nie zasługujesz na choć odrobinę dobroci, potworze! Powinieneś zgnić tutaj, na zawsze. Razem z twoimi "dziećmi" z piekła! - i ona także krzyczała. Zebrało się w niej całe zło, bolesne wspomnienia wróciły wbijając się w jej umysł. Miała świadomość tego, że to w jej rękach jest los Króla. I wiedziała co z nim zrobi. Choć chciała żeby cierpiał... Jak jego okaleczone i torturowane ofiary. Chciała żeby zgnił w tych piwnicach i nie został po nim ślad, choćby garstka kości. Mocno zacisnęła powieki. Spojrzała na Draga. - Chcę zrobić to sama...- wyszeptała do niego.
Dragosani:
Gdy wtargnęli do środka, Drago wyciągnął z kabury pistolet. Wycelował w Króla, gdy tylko go zobaczyli. Był gotów do przestrzelenia mu kolana, gdyby zaczął coś kombinować. Przepuścił Oczko, aby mogła sobie porozmawiać ze swoim koszmarem. Sam się nie odzywał. Nie musiał. Opuścił broń, gdy dziewczyna zwróciła się do niego. Chował pistolet do kabury.
- Zrób to szybko - poradził. - Nie zniżaj się do poziomu poziomu tego śmiecia - dodał jeszcze. Nie chciał, aby potem Oczko miała jakieś problemy ze sobą przez to, że torturowała inną osobę. Stanął w progu, aby uniemożliwić Królowi ucieczkę.
Evening Antarii:
Oczko przymknęła drzwi. Chciała być sama ze... swoim oprawcą.
Ten moment był dla niej niczym spowiedź. Czas w którym powiedziała Królowi wszystko to, co przez całe swoje życie trzymała dla siebie. Dość miała upokorzeń. Nie chciała już słuchać "dźwięków z dołu", nocnego dobijania się żywych trupów i ich żałosnych jęków. Ukucnęła obok Króla i zdarła mu maskę. Teraz był słabszy, nie miał władzy, nie mógł powiedzieć jej co ma robić. Nie mógł kazać sprowadzać jej kolejnych ofiar do tego piekła. Był zdrajcą. Najpierw zdradził Milczący Dwór, strażników dobra, którzy nawet słowem nie chcieli nikogo krzywdzić. Zdradził bogów i ludzi. Niebiosa i ziemię, na której uczynił piekło dla chorych i słabych.
Wykonała egzekucję. W imieniu swoim i torturowanych. Powolny poziomy ruch po gardle elfa...
Oczko wyszła szlochając i ocierając łzy. Przytuliła się do piersi wampira, próbując się uspokoić. On nadał jej imię, tak że już nigdy nie będzie traktowana jak numer. Nigdy nie będzie Czterdziesta Czwarta.
To ona przyniosła wolność duszom uwięzionym w piwnicach jego Zamku. Dziś wszystkie dzięki niej uleciały w górę zaznając spokoju. Koniec koszmaru, zamknięty rozdział...
- Chodźmy stąd...
Dragosani:
Drago zaczekał na korytarzu, gotów do powstrzymania każdego, który spróbowałby przeszkodzić Oczko i jej zwrotnej chwili w życiu. Taki sobie wampir obrał cel. Ktoś przyjdzie, będzie chciał wejść, to nie ma. "Nie przejdziesz!" i nic wampira nie ruszy. Choćby i wszystkie "Numery" z góry tutaj przyszły. Jednak nie pojawił się nikt. Drago przez drzwi słyszał słowa dziewczyny, lecz nie zwracał na nie uwagi. Nie chciał podsłuchiwać. To byłoby nie na miejscu.
Dziewczyna wyszła, więc objął ją, gdy przytuliła się do niego. Rozumiał, że w tej chwili może potrzebować takiego ciepła. Po tym objął ją w pasie i wyprowadził z lochów. Musieli jeszcze minąć "Numery". Potem zamierzał udać się do pobliskiego Golinoga i zmobilizować straż. Trzeba było uwolnić więźniów i zapewnić im jakieś podleczenie. Tym powinni zająć się w świątyni, która była też w Golinogu. Potem trzeba było zawalić wejście do tych lochów, aby zbrodnie Króla zostały na zawsze pogrzebane. Innymi słowy wampir zamierzał trochę podziałać w swojej gminie, aby ta sprawa dobiegła końca.
Evening Antarii:
Dziewczyna wbiła wzrok w ziemię nie oglądając się już na pootwierane drzwi i wszystkie dziwactwa które się tam mieściły. Teraz nadszedł czas, że będzie chciała o tym wszystkim zapomnieć. Ruszyli korytarzem do wyjścia.
- Wszyscy jesteście wolni! - krzyknęła gdy mijali pokoje numerów. Szczerze? Nie obchodziło jej co będzie z resztą, jak na to zareagują. Są wolni - i to się liczyło.
Wyszli przed chatę. Tam wciąż panowała noc. Oczko łykała powietrze, jakby właśnie przed chwilą się urodziła i brała pierwszy wdech. Pełen życiodajnego tlenu a nie gazów z rozkładających się ciał. Pierwszy wdech po latach w ciemnościach, na usługach jakiegoś chorego "króla".
Ruszyli w stronę koni. A ona wciąż nie mogła uwierzyć że tak pachnie las. Przez ten czas w piwnicach zdawało jej się że zapomniała jak to jest czuć w płucach świeże powietrze.
- Na mnie czas - odparła gdy doszli. Otarła ostatnią łzę i uśmiechnęła się niemrawo, ale szczerze. - Jak mogę ci się odwdzięczyć?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej