Tereny Valfden > Dział Wypraw
ÂŚpiący król
Dragosani:
W pomieszczeniu w którym znajdowali się więźniowie Króla, Drago zatrzymał się na dłużej. Poczuł wewnątrz siebie kiełkujący gniew. Sam nie był przykładem świętości, ale jak można było tak traktować inteligentne, żywe istoty? Obrzucił wzrokiem więźniów zgromadzonych w klatkach. Niewielu pewnie z nich przeżyje, nawet jeżeli zostaną uwolnieni. Ale mieliby przynajmniej szansę. Nagle wpadł na pewien pomysł. Wszak jego stanowisko dawało mu pewną władzę, szczególnie na tych ziemiach. Cofnął się do drzwi.
- Niebawem odzyskacie wolność - powiedział do więźniów, chociaż ich nędzny stan sugerował, że mogli go wcale nie zrozumieć. I wycofał się z komnaty. Zwrócił jeszcze uwagę na napis na ścianie i coś mu zaczęło świtać w głowie. Ruszył dalej, przeszukując pomieszczenia.
Evening Antarii:
Co żywsi przylgnęli do krat i rozpaczliwie wyciągali chude ręce w stronę wampira. Być może nadzieja i perspektywa tego, że ktoś o nich wie i przyjdzie im z pomocą, pozwoli im przetrwać jeszcze dzień lub dwa...
Tymczasem Oczko szła korytarzem konsekwentnie i z uporem wchodziła do pomieszczeń. Czuła obrzydzenie dla tego potwora z każdym kolejnym pokojem, każdą napotkaną kończyną oddzieloną od ciała i każdym wdechem smrodu zgnilizny. To już ponad połowa drogi, a tego świra brak. - Gdzie do cholery się ukrył?! - warknęła przez zęby. Zbliżała się do zakrętu, gdzie oba korytarze się spotykają.
Także Drago przeszukał już większość dochodząc do ostatniej części. Ujrzał dziewczynę na drugim końcu szarpiącą się z drzwiami. Potem nikła na chwilę w pomieszczeniu i wychodziła jeszcze bardziej zła.
Zostało już tylko kilka drzwi, kilka chwil by Go odnaleźć.
Dragosani:
Drago odszedł od więzienia i ruszył dalej. Przeszukiwał kolejne pomieszczenia. Na razie bezskutecznie. Tylko coraz bardziej upewniał się, że szalony mieszkaniec tych podziemi musi zostać powstrzymany. Jednak w przeszukiwanych komnatach nie było winowajcy. Tak oto wampir przeszedł niemal przez cały kompleks. W korytarzu zobaczył Oczko. Po jej minie poznał, że i ona nie znalazła Króla. Była wściekła. Zostało jednak jeszcze kilka drzwi, więc możliwe, że jeszcze go tutaj znajdą. Drago zabrał się więc do otwierania ich i przeszukiwania pomieszczeń, które się za nimi kryły.
Evening Antarii:
W jednym z ostatnich pomieszczeń był zwierzyniec. Takie same klatki jak dla ludzi, w których siedziały zwierzęta. Oślepione taru ledwo dychało. Lizało swoje poranione łapy i rany na brzuchu. Dalej był niedźwiedź o zniekształconych łapach i bez zębów. Pysk miał zniekształcony, cały zakrwawiony i z wypływającym okiem. W szklanych terrariach były węże przeznaczone do eksperymentów albo pozyskiwania jadu. Wiły się wokół siebie, zapewne też głodzone, syczały i dusiły się nawzajem. Dalej było ptactwo z kilkoma parami skrzydeł albo o zniekształconych kształtach piór. Tu także unosił się niemiłosiernie nieprzyjemny zapach...
Oczko i Drago dotarli do już do końca i zostały jedne, ostatnie drzwi. - Jeśli tu go nie będzie, to nie wiem gdzie może być... - powiedziała zrezygnowana. Opadała z sił, także tych psychicznych. Oczko spróbowała otworzyć drzwi, jednak było zamknięte. - Pomożesz? - spytała wciąż napierając na wejście.
Natomiast Drago mógł usłyszeć za nimi wstrzymywany oddech.
Dragosani:
Drago przyłożył palce do ust. Dał tym znać dziewczynie, aby zachowała ciszę. Miał nadzieję, że Oczko zrozumie, że coś tam usłyszał. Poczekał aż kobieta się odsunie i obejrzał najpierw dokładnie drzwi i trochę nasłuchiwał. Ktoś był w pomieszczeniu za nimi. Mógł czekać z bronią gotową do strzału. Albo po prostu chował się, mając nadzieję, że intruzi sobie pójdą. Drago uznał, że nie będzie bawił się z wytrychami. I po prostu uderzył ramieniem z całej siły w drzwi, chcąc je wyważyć.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej