Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tam, gdzie ciała spoczywają na wieki

<< < (9/16) > >>

Lucas Paladin:
Mogul

Stajenny spojrzał na Ciebie spode łba, był bowiem zajęty przerzucaniem łajna. To ostatnia robota jaka na dziś mu została, więc miałeś szczęście, że kogokolwiek zastałeś.
- A jakiegóż to sobie życzycie, Panie? Szkapę, ogara? Mam naprawdę przednie okazy, przyjrzyjcie się. Osobiście tego gniadego polecam. Ostry, a i na trakcie długo wytrzyma. - rzekł wskazując Ci dorodnego ogiera gniadej maści, który kopał w ziemi swymi kopytami, rżąc lekko nerwowo.

Mogul:
- To tego gniadego sobie poproszę.

Lucas Paladin:
Stajenny wydawał się zachwycony, jakby koniecznie chciał się pozbyć tego konia ze swojej stajni. Przerwał swoją pracę i przedstawił Ci wszystkie instrukcje:
- Wynajecię tak zacnego konia kosztować was będzie 35 grzywien za dzień. Zwierzę osiodłamy, objuczyć musicie sami. Gdybyście nas oszukiwali będzie was straż miejsko ścigać. Tyle, podpiszcie tutaj, czytelnie tylko cobym nie musioł zgadywać ktoście wy. - podłożył Ci pod nos dokument z umową najmu wierzchowca, po czym zabrał się za osiodłanie ogiera. - A, i reaguje na imię Belthar.

Gunses:
Gunses zeskoczył z konia, przerzucił lejce przez jego łeb i pociągnął pomiędzy drzewa gdzie przywiązał go do jednej z gałęzi. Wyjął łuk z sajdaka przytroczonego do siodła, zarzucił na ramię kołczan ze strzałami.
- Nie musicie się obawiać. Ze mną jesteście bezpieczni, przynajmniej w nocy - powiedział protektor.
- Jeśli możecie, poszukajcie drwa na opał, ja przejdę się na polowanie. Trzymajcie - powiedział i odpiął od pasa na piersi szary kamień pokryty dziwnym znakiem. Podał runę ognia Lucasowi, nie wiedział bowiem czy mają krzesiwo.
Sam odwrócił się i niczym cień wszedł do lasu. Zlał się z jego ciemnością. 

Evening Antarii:
Evening z chęcią zeszła z konia. Pomimo tego, że jazda była przyjemna, chciała odpocząć, ogrzać się i coś zjeść. Lucas na pewno zatroszczył się o jakieś zapasy. Gdyby nie, to na pewno jakieś przekąski znalazłyby się w jej torbie.
Podprowadziła Caledusa do miejsca gdzie rosło trochę świeżej, zielonej trawy i tak samo jak Gunses, przywiązała go do najbliższej gałęzi. Chyba dębu. Kształt młodych listków mógł na to wyraźnie wskazywać, ale dla Eve rośliny były raczej nudne.
A potem za radą wampira, udała się niedaleko w las na poszukiwanie suchych drew. W ciemnościach ludzki umysł płata figle, więc Eve przezornie... zapaliła sobie światło. Wypowiedziała inkantację Elisash! a nad jej głową pojawiła się promieniująca kula. Znacznie pomogło jej to w pracy i już po chwili przytachała do miejsca obozowiska suche drwa idealne do ogniska.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej