Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tam, gdzie ciała spoczywają na wieki

<< < (8/16) > >>

Evening Antarii:
-Oczywiście, choć pan raczej nie obawia się walki z jakąś podporządkowaną szalonemu magowi armią?- zauważyła. To był komplement! Uniosła kąciki ust i popuściła trochę lejce. Jechała bardzo swobodnie kiwając się w siodle.
-Choć w trójkę może być dość ciężko...- dodała ciszej. Po prostu mruknęła to pod nosem.

Gunses:
- Nieumarłych nie trzeba się bać. Należy bać się żywych... - dodał trochę do siebie, trochę do Evening. Zwrócił ku nij są białą twarz w której całe czarne oczy mieniły się niczym węgle
- Ten typ tak ma. Powinien nazywać się 'Foch', to z pewnego starego dialektu kupców pustynnych. Oznacza niezdecydowanie, zmienność, kapryśność - uznał jednakże że zbytnio odbiega od tematu, wszak nie powinien rozmawiać z damą o innym mężczyźnie
- Proponuję porzucić etykietę, przynajmniej na czas tej misji, co panna na to? Podczas walki łatwiej będzie zawołać 'Evening!' niźli 'czcigodna zakonnico Zartata...'- uznał, że nie musi kontynuować, wypowiedź była oczywista
- Gunses, miło mi - rzekł i aby się przywitać podał przez łeb konia prawą dłoń, normalną, chociaż bladą i zimną

Evening Antarii:
-Mądre słowa...- zgodziła się z nim. Potem poklepała Caledusa po białej łacie na szyi.
-Z chęcią. Mi także będzie wygodniej. W takim razie... miło mi Gunsesie. Eve.- uśmiechnęła się uprzejmie wyciągając do niego dłoń. Była nadzwyczaj zimna. Była połowa Veris, nawet dziewczynie było w tej chwili ciepło, a z chłodnego wiaterku czerpała przyjemność. Przyjemność z nocnej jazdy w towarzystwie nowopoznanego wampira i jej przyjaciela z Bractwa.  Nie przestraszyła się jednak jego czarnych jak węgielki oczu, ani bladej niczym mleko cery, kontrastującej na tle ciemnego nieba.
Wiatr był świeży, zwiastował nadejście cieplejszych dni. Księżyce świeciły zza chmur. Nie było więc jakoś bardzo ciemno. Eve kierowała się ciemnymi kształtami drzew wzdłuż drogi biegnącej do siedziby Bractwa. Zdawała się też na konia który omijał potencjalne przeszkody bez ingerencji dziewczyny.

Lucas Paladin:
Lucas, choć cały czas prowadził postanowił zawrócić konia i dołączyć do wesołej gromadki w osobie siostry z Bractwa i wampira. Szkoda, że dhampir został na miejscu, być może nie miał transportu. Cóż, jego umiejętności jeszcze się przydadzą, a i poznać na pewno się da. Po trzech godzinach jazdy słońce zaczynało chować się za nieboskłon, a podróżnikom zaczęła towarzyszyć ciemność. Na horyzoncie pojawiały się pierwsze gwiazdy, a księżyc nieśmiale wtórował im swoim bladym światłem. Dużo się słyszało o niebezpieczeństwach podczas nocnych podróży traktem Efehidon-Atusel, więc Lucas postanowił rozbić obóz, gdzieś w lesie, aby spokojnie przeczekać ewentualny napad bandytów, czy watahę dzikich zwierząt. Mając miejsce do spania nie musiał się martwić o zmęczenie, a przecież miał w swojej kompanii wampira, który w nocy był szczególnie silny. Nie znał możliwości Gunsesa, ale w duszy czuł, że można mu ufać. Przerwał więc pogawędkę słowami:
- Dzień się nachylił. Rozbijmy gdzieś obóz i odpocznijmy przez solidną jazdą jutrzejszego dnia. Jak mniemam Pan hrabia jest w stanie stanąć na warcie, być może zechce zapolować? - mściciel zjechał z traktu szukając dogodnego miejsca na nocleg.

Mogul:
Ork będąc w karczmie zamyślił się na tyle, że nie zdążył wyjść w czas z grupką ludzi. Podreptał do stajni chcąc wynajać konia
- Chcę wynająć konika, najpewniej na koszt bractwa, wyruszam z paladynem na przeprawę.


Perswazja

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej