Tereny Valfden > Dział Wypraw

Tam, gdzie ciała spoczywają na wieki

<< < (7/16) > >>

Nawaar:
Dhampir wyszedł z karczmy za resztą załogi. Wiedział, że nikt nie będzie chciał żeby wziąć go ze sobą, a na pewno tego spodziewał się po Gunsesie, który zadufany w sobie i w swojej wampirzowości nigdy, by nie pozwolił aby mieszaniec jechał z nim na jednym koniu a rycerzy z bractwa nawet nie pytał. Tak rozglądając się stwierdził, że widocznie ta cała wyprawa nie miała być dla niego od samego początku. Los od razu dał mu to do zrozumienia, tuż po wyjściu z karczmy. Silvaster nie mając innego wyjścia poszedł z powrotem do karczmy.

Evening Antarii:
Paladyn wyszła ze wszystkimi. Pragnęła by misja jak najszybciej się rozpoczęła, zło się przecież szybko rozprzestrzeniało. Dusiło promyki dobra... Z karczmy wychodziła z jednym tylko celem: aby pokonać maga i jego "armię".
Poprawiła ekwipunek przyczepiony do pasa. Chwyciła za rękojeść miecza, wysunęła go trochę ze skórzanej pochwy, jakby sprawdzając czy to na pewno jej broń. Sprawdziła mocowania przy kiścieniu. Poklepała się po sztylecie przy biodrze. Potem zapięła dokładniej siodło łaciatego Caledusa. Z pewnością nie można było go pomylić z żadnym innym koniem. Był bowiem w cały w biało-brązowych łatach, a jego sierść zdrowo lśniła. Był jeszcze młody i chętny na wyzwania. Jednak zwierzę także wyczuwało tą dziwną, trochę mroczną atmosferę.
Trochę się wahała czy nie brać Silvastera na konia... Ale nie. Lubiła wygodę. Nie chciałaby by ktoś lub coś zajmował pół siodła i w ogóle. Trzy dni drogi na koniu mogą być dość męczące.Także pośpiesznie dosiadła Caledusa, pospieszyła go wbijając pięty w boki i dołączyła do wampira i Lucasa.

Gunses:
Lucas prowadził. Gunses ciszył się z nocnej pory, z każdą godziną czuł się coraz silniejszy, a jego zmysły osiągały granice swoich możliwości. Spojrzał ukradkiem na Evening, zakonnicę z bractwa świtu. Nie znał jej, ani Lucasa. Z bractwem miał niewiele wspólnego. Zresztą, nie był zbytnio lubiany. Był tym 'sztywnym' wampirem.

Evening Antarii:
Drogę do Bractwa znała na pamięć. Więc czasami wypuszczała się z Caledusem, wyprzedzając towarzyszy. Odjeżdżała na jakieś czterdzieści metrów, a potem wracała, albo czekała na nich z boku traktu. Długo nie widziała się ze swoim zwierzęcym przyjacielem, ani też nie miała okazji jeździć konno. Teraz po prostu przypominała sobie jak to jest pędzić galopem, albo kłusować. Zawsze jednak oddalała się na taką odległość, by słyszeć tętent pozostałych dwóch koni.
Wreszcie wróciła i jechała bok w bok z wampirem. Postanowiła się przedstawić, bo w końcu mieli w swoim towarzystwie spędzić kilka dni.
-Jestem Evening Antarii- zaczęła. Może trochę nieśmiało, chwilę przyglądała się bowiem wampirowi. Nie sprawiał wrażenia... towarzyskiego? Wolała jednak choć trochę poznać kompana podróży. -paladyn Bractwa, co już pan zapewne wie.- słowo "pan" wydało jej się trochę dziwne. Ale chyba było najodpowiedniejsze w tej sytuacji.

Gunses:
- Proszę wybaczyć mój nietakt - odrzekł Gunses ceremoniałem - Nie przedstawiłem się pannie. Jestem Gunses Cadacus, z mrocznego paktu, jak panna zapewne zauważyła. - powiedział i uniósł do góry demoniczny szpon
- Przyszło nam się poznać w nadal przyjemnych okolicznościach, niedługo bowiem może zrobić się dość niebezpiecznie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej