Tereny Valfden > Dział Wypraw
Tam, gdzie ciała spoczywają na wieki
Nawaar:
Dhampir wysłuchał odpowiedzi na nurtujące go pytania, ba nawet nie spodziewał się tylu szczegółów dotyczących misji. Potężni magowie, nieumarli to nie była za bardzo jego bajka, ale cóż poradzić zgłosił się więc nie zamierzał się wycofać. Silvaster nawet się trochę rozchmurzył, bo przynajmniej nie będą walczyć z demonami, czasami jeszcze mu się śni ten cały behemot lecący w ich stronę z zamiarem zniszczenia ich istnień. Wtedy często się budził zlany potem. Jednak dowiadując się coraz to nowych rzeczy nigdy, by nie przypuszczał, że w takiej "świętej" organizacji mogą mieć szpiegów. To nawet było nie do pomyślenia, że taka sytuacja ma miejsce. Dobrze, że w ogóle kogoś złapali i wyciągnęli z niego informacje o wrogu w innym przypadku organizacja mogłaby już dawno przestać istnieć. Teraz powinien odpowiedzieć rycerzowi, co zamierza zrobić, ale miał jeszcze parę wątpliwości. Walczyć za coś, co nigdy do tej pory go nie dotyczyło i narażać swoje życie, czy odejść niewzruszonym albowiem faktem było, że bractwo nie przepada za bękartami w końcu jednak postanowił.
-Odpowiedziałeś szczerze na moje pytania i już wiem, że nie będzie łatwo. Zatem wyruszę z wami na tą niebezpieczną wyprawę.
Mówiąc i robiąc to miał nadzieję, że bractwo spojrzy na jego ugrupowanie nieco łaskawszym wzrokiem. Teraz padło również pytanie, o konia.
- Własnego transportu nie posiadam, ale umiem na nich jeździć, co do dalszych pytań to nie mam żadnych. Dowiedziałem się tego, co chciałem.
Teraz czekał na odpowiedź reszty kompani.
Evening Antarii:
Silvaster spytał chyba o wszystko co chciała wiedzieć Eve. Zmartwiło ją tylko to, że nigdy z żadnym magiem nie walczyła. Wiedziała jak potężną mocą dysponuje Gondar i że ona może nie podołać zadaniu zabicia go. Nie wiedziała czy dysponuje takimi mocami albo siłami by tego dokonać. Ale przecież nie będzie sama. I to ją pocieszało. Na Zuesh przecież widziała demony pierwszy raz a i tak świetnie sobie poradziła. I przeżyła.
-Ja mam konia-oznajmiła wreszcie po dłuższej chwili milczenia. -Silvaster, wiem że sprawa może cię średnio dotyczyć, ale potrzebujemy różnych umiejętności by pokonać Gondara. Bractwo na pewno będzie ci wdzięczne-zapewniła go. Widziała bowiem że na twarzy dhampira malowało się niezdecydowanie, które potem zmieniło się jednak w chęć pomocy.
Gunses:
Gunses wstał od stolika i podszedł do zebranych. Po sposobie jego chodu doświadczone oko mogło wywnioskować czym się parał. Ramiona miał zwieszone luźno, to znaczyło, że nigdy nie był zmuszony do długiego noszenia zbroi. Kołysał się lekko w biodrach, a stopy stawiał prawie w jednej linii, co wskazywało, że większą część życia spędził jako myśliwy, tropiciel czy łowca. Jego ramiona, barki i tors wskazywały, że nabrał krzepy w walce, a rozluźnione i gotowe palce ujawniały, że nigdy nie wyzbył się nawyków z czasów przynależności do asasynów.
- Rozumiem, że możemy ruszać? - spytał cierpko. O nic nie pytał, nie było takiej potrzeby.
Lucas Paladin:
Lucas pokiwał głową. Wszystko było już gotowe, a z Efehidonu do Raschet była długa droga. ÂŚwięty Mściciel postanowił już nie dawać po sobie znać zdenerwowania, jakie odczuwał ze względu z wyprawą.
- Ruszajmy, Silvaster będzie musiał się po prostu dosiąść do jakiegoś konia. - rycerz wyszedł z karczmy jako pierwszy i dosiadł objuczonego i czekającego przed karczmą Nocnego Tancerza, jego wiernego towarzysza i przyjaciela. Ekwipunek był gotowy, serce też. Można było ruszać. Czekała ich około 3-dniowa podróż do siedziby Bractwa, a stamtąd na południu do twierdzy Gondara. Lucas bez wahania szarpnął za lejce i popędził Tancerza. Przygodę czas zacząć.
//Jest godzina 20:00. Możecie oczywiście rozmawiać po drodze, być może uraczę też nas jakimiś dodatkowymi "atrakcjami". :)
Gunses:
Gunses wyszedł i odtroczył od belki Marsa. Wsiadł na niego po czym obrócił go tanecznie w stronę Lucasa. Rzecz jasna, nie miał zamiaru pozwolić dhrampirowi się dosiąść.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej