Tereny Valfden > Dział Wypraw
Przesyłka
Rodred:
//Akurat Kordiana czytam więc wybacz mi jeśli zacznę tu poetyckim językiem pisać xD
Dragosani:
Oskar, syn Erema, do tej pory milczący poderwał głowę, słysząc, że ktoś o nim mówi. Zerknął niepewnie na ojca. Po tym, równie niepewnie, zaczął odpowiadać.
- Tato dobrze mówi. Nasi niedawno byli na Zuesh i bili demony. Też słyszał żem, że demonów dużo na kontynencie jest. Więc chyba dobrze, że ktoś je bije - zakończył. Teraz głos zabrał jego ojciec.
- Hmm... O, wiem! W Efehidon jest pewien mędrzec. Stary człek, Assort się nazywa. On na pewno będzie znał odpowiedzi na twoje pytania - powiedział. Jechali dalej. Mijali innych podróżnych, który kierowali się w inne strony. Było dość wcześnie, słońce świeciło jasno i ogólnie dzień był przyjemny.
Rodred:
Znużony małą wiedzą prostaków, przekręciłem się na wozie i ułożyłem do snu.
Hm dzięki za radę. Mędrca z chęcią odwiedzę. Słuchaj no, zdrzemnę się teraz, a ty jedz prosto i na sakiewkę moją pożądliwie się nie waż spojrzeć bo nie ręczę za siebie! Gdyby się co działo, obudź mnie a wstawię się za wami.
To rzekłszy zaczął drzemać.
Jeszcze trochę i dojedziemy. Już się nie mogę doczekać kiedy wygodnie usiądę sobie w tej karczmie. Może i nawet noc tam spędzę? Jaka dziewka się trafi?
Dragosani:
Erem zapewnił Rodreda, że jest uczciwym człowiekiem i za nic nie rusy mu sakiewki. Syn, niemal jak cały czas, nie odzywał się. I tak jechali, podczas gdy Rodred pogrążony w snach. Nie jest dane wiedzieć narratorowi o tym o czym one były i czy w ogóle jakieś były. Na pewno dotyczyły tego, co człowiek już przeżył i nad czym rozmyślał. Albo też były o gryfach zrobionych z fasoli, lecących sobie nad piernikowym miastem. Tego nikt nie wie, jedynie Rodred.
W końcu wóz dotarł do karczmy, tam gdzie kupiec miał dostarczyć część towaru i pojechać sobie dalej, rozstając się z Rodredem. Wóz wjechał za palisadę, która to chroniła przybytek położony tuż przy trakcie, lecz z dala od miast. Wjechał na podwórze i zatrzymał się. Erem stuknął śpiącego Rodreda w ramię.
- Pobudka, panie, dojechaliśmy - obudził go. Był wieczór.
Gospoda nazywała się "Sosnowy Zajazd" i , jak wspomniano, leżała tuż przy trakcie, lecz w pewnym oddaleniu od miast i osad. Utrzymywała się głównie z przyjmowania licznych podróżnych, zaopatrywania ich i tym podobnych usługach. Jej teren był otoczony palisadą. Wewnątrz znajdowało się kilka budynków. Stajnia, jakieś magazyny, niewielka kuźnia, gdzie można było dokonać drobnych napraw, albo podkuć konia. Do tego budynek, gdzie wynajmowano pokoje no i sama gospoda. Duża, przestronna, z której dobiegały zachęcające odgłosy jakie zawsze dobiegają z takich lokali. Zapach sugerował, że jest właśnie pora wieczornego posiłku.
Rodred:
Przeciągnąłem się, sprawdzilem czy wszystko mam i ruszylem do gospody. Podchodzenia do karczmy i proszę o jakiś niewielki posiłek oraz duży kufel piwa na dobry sen.
- Karczmarzu! Odpowiedz mi proszę co jest tam dalej, o tam. Wskazalem reka kierunek w którym podróżuje. Jakie znane mości panu niebezpieczeństwa na trakcie?
//Jaka jest cena tego posiłku?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej