Dała mu jeszcze jedną butelkę i mrugnęła okiem.
- Jak już zrobicie z nimi porządek wpadnij do mnie. Jak mnie tutaj nie będzie, mieszkam naprzeciwko.
Themo wypił resztę bimbru, jaki miał na zapas. Postanowił wejść do stajni i tam zacząć przygotowywać sobie kryjówkę w sianie. Jednak zamiast zrobić co do niego należało, poszedł chlać dalej. Nie zakładał hełmu. Zamiast tego używał go jako naczynia. Co prawda nadawało to trochę metaliczny posmak, ale to było mało istotne. W gardle już porządnie piekło. Nie miał nic na przepicie, więc co jakiś czas zawąchiwał karwaszem. Nagle usłyszał czyjeś kroki. Z ostrożności schował się w pustej beczce zakładając mokry hełm. Przykrył wieko od zewnątrz i zaczął patrzeć przez dziurę. Drzwi od stajni się uchyliły i weszło tam dwóch jegomościów. Zaczęli między sobą cicho gadać.
-Wszyscy już się orientują. Trzeba zwijać interes. Dobrze, że mamy tylko zlecenie na koninę.
Jeden podszedł do boksów, a drugi stanął na czatach. Lecz po czasie podszedł do beczek. No tak! Themo nie zamknął wieka i zapach musiał zwabić kolejnego amatora alkoholu.
-Co tam grzebiesz?
-Bimber żech znaloz! Chcesz?
-Bimber ci w głowie... Mam konia, spadamy!
Jeden z nich zmierzał do wyjścia ze skradzionym koniem. Drugi łapczywie pił samogon prosto z beczki. Nawet Themo kulturalnie używał naczynia.
-Jak ci tak smakuje to już weź tą beczkę! Tylko nie chlej mi tutaj!
Postanowił go posłuchać. Próbował najpierw podnieść beczkę, co wywołało zażenowanie u jego towarzysza.
-To jest beczka! Przewróć ją i tocz! Z kim ja pracuję.
Ponownie go posłuchał. Jednak nie zamknął wieka i cały bimber już wsiąkał w ziemię. Themo niemal gotował się w tej beczce ze złości. Tyle zmarnować.
-Idiota! Bierz se drugą i idziemy!
Ten niezbyt inteligentny podszedł do kolejnej beczki. Tak się złożyło, że była to ta w której siedział Themo. Przewrócił ją na bok i zaczął toczyć za koniem.
-Cikowe, co tok brzynczy w tej beczułce.
-Zawrzyj gębę i chodź!
No cóż, przynajmniej dowiem się, gdzie mają kryjówkę.
Próbował myśleć pozytywnie Themo zamknięty w beczce, obijający się o ściany i toczony w nieznane.