Tymczasem Evening minęła ogromne rogi behemota, przeszła obok odciętego łba, zgrabnie przeskakiwała przez truchła ogrzych demonów, potem zrobiła duży krok przechodząc nad kolejnym porąbanym cielskiem. Dalej przeszła przez labirynt zniszczonych toporów i puklerzy oraz lawirowała między demonicznymi odciętymi nogami albo rękami, mijając kupki popiołu, które niedługo rozwieje wiatr. Srebrny miecz przypięła z powrotem do pasa. Uśmiechnęła się zadowolona pod nosem. Zdjęła hełm dając wyparować kropelkom potu. I taka radosna, szczęśliwa że jeszcze... żyje, ruszyła do sztabu.
...a po słowach Kunanina przewróciła oczami. No cóż, nie ma co narzekać.