Themo kimał sobie w najlepsze, kiedy na okręcie wybuchła wrzawa. W zasadzie teraz go to nie obchodziło, spał narąbany w trzy dupy. Ale niestety, zaczęło się bujanie okrętem. Na lewo, na prawo, brakowało jeszcze tylko w górę, w dół i pod stół. Od tych ruchów spod pleców odjechała mu skrzynka o która się opierał i grzmotnął plecami o deski pokładu. To go obudziło. Próbował wstać, ale ciągłe bujanie statkiem w połączeniu z upojeniem mu to uniemożliwiało. Zatoczył się, odwrócił i podparł się o ścianę. Teraz zgięty w pół próbował utrzymać równowagę opierając dłonie o ścianę. Poczuł też rewolucję w swoim żołądku. Tego już nie wytrzymał. Zawartość jego układu pokarmowego powiedziała "pierdolę, idę stąd". I tak wszystko, co spożył, na jakąś godzinkę przed przyjściem na statek, do teraz, znalazło się na podłodze. Po tym wszystkim odsunął się od swojego dzieła i znów usiadł opierając się o skrzynkę.