Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wyzwolenie Zuesh

<< < (48/191) > >>

Gordian Morii:
- Widzę, że ktoś tu ma problem z kołkiem w dupie. - odezwał się z pogardą patrząc na dhampira, który zawsze i wszędzie miał z kimś lub czymś problem. W końcu nie każdy musiał rozumieć, że to co działo się na statku było czymś dziwnym i niebezpiecznym. Skoro ktoś bez przeszkód mógł wejść do kajuty każdego z przebywających na okręcie osób równie dobrze mógł wysadzić ten okręt w powietrze wrzucając do prochowni tlący się ogarek.
- Z ten ton i bezczelność powinieneś już dawno dostać kulę w łeb... Ciesz się, że trafiasz na razie na ludzi, którzy nie chcą sobie paprać rąk śmiercią kogoś tak nieistotnego jak Ty. Wielki cynik od siedmiu boleści...

Shandris:
Przez to całe bujanie nie poczułam się najlepiej. Nieco chwiejnym krokiem dotarłam do burty i wychyliłam głowę za nią. Horyzont przed moimi oczami to się wznosił, to znów opadał. To falowanie przyprawiało mnie o coraz gorsze bóle żołądka. Już prawie bym nakarmiła morskie stworzenia swoim śniadaniem ale udało mi się powstrzymać od wymiotów. W końcu oparłam się plecami o balustradę burty by chwilę odpocząć.

Nawaar:
Dhampir nie mógł dosłyszeć słowa pierwszego z panikarzy. Ludzie, którzy nie umieją w takich sytuacjach zachować zimnej krwi pierwsi giną, ale nie wiadome czy w ogóle do tego dojdzie. Cała ta sytuacja stawała się coraz dziwniejsza zwłaszcza, że dwójka ochotników jeszcze nie wracała z pokładu. Dziwne, że tylko dhampir był wyluzowany? Reszta zachowywała się nienormalnie. Tak sobie stwierdził.

Funeris Venatio:
Funeris stanął koło Evening, obejmując ją w pasie, gdy Drago poszedł przeszukiwać statek. Wymienił spojrzenie z Gordianem, który akurat zerknął w stronę anioła i wolną rękę wyciągnął zza pasa złożoną na pół karteczkę. Delikatnie pomachał nią w jego stronę dając znać, że on też coś takiego znalazł i też nie ma pojęcia co się właśnie stało. Odwrócił się następnie w stronę dhampira.
- Twoja ignorancja jest tak głęboka, dhampirze, że tylko bezkresnemu szczęściu i niesamowitemu oddaniu niewiadomo czemu wiernych Ci jeszcze towarzyszy zawdzięczasz to, że przeżyłeś te wszystkie wydarzenia, które miały miejsca w ostatnich latach Twoim udziałem. Albo jak mówił mości Gordian - dziw, że nikt Ci nie palnął kulę w łeb.

Mohamed Khaled:
- Ja to chętnie bym się nim zajął, kapitanie.. - szepnął pod nosem, ale na tyle, by parę osób było zdolnych to usłyszeć. Przez to całe bujanie okrętem, zbudził się z lekko przespania pod masztem, potem skierował swe kroki do pozostałych, którzy już próbowali odkryć, kto podrzucił jakieś tam liściki.
- Cała załoga chyba jest na pokładzie...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej