Tereny Valfden > Dział Wypraw
Ostatnie dni Hemis
Dragosani:
Miasto jak miasto, oto co zauważył Mogul. W zasadzie to nawet nie miasto. Z tego co my świtało miejscowość ta nie miała jeszcze praw miejskich, więc była czym pośrednim pomiędzy wsią a miastem. Ale była spora, pełna ludzi j dobrze prosperująca, więc na upartego i nieoficjalnie można było to nazwać miastem. Niestety poza tym ork nie dostrzegł wiele więcej. Ludzie zachowywali się normalnie. Może część z nich nawet nie wiedziała o zaginięciach? Mogul zobaczył też kilku strażników. Oni też go zobaczyli i przypatrywali mu się czujnie. Tak jak strażnik miejski może przypatrywać wielkiej, czerwonej górze mięsa ze zamutowaną ręką.
Na karczmę Mogul natrafił mniej więcej w centrum miasta. Był to lokal przyzwoity i wyraźnie nie cierpiący na brak klientów. Nazywał się "Wielki paw". Geneza tej nazwy pozostawała nieznana.
Mogul:
Mogul wszedł do karczmy, by pogadać sobie trochę z karczmarzem.
- Wody. Poprosił, nie rozkazał.
Dragosani:
I dostał wody. Karczmarz nie zawołał nawet za nią pieniędzy. Wodę dawał każdemu za darmo. Taki chwyt marketingowy w celu przyciągania klientów.
- Pan przyjezdny? - zapytał, wyciągając ladę.
Mogul:
- Tak, do znajomego znajomego. Odrzekł.
- Tylko nie wiem za bardzo jak tam trafić. Tu pokazał adres karczmarzowi. Trafiłby sam, ale tak miał pretekst do rozmowy z właścicielem przybytku.
Dragosani:
Karczmarz wziął kartkę. Przeczytał. Potrafił czytać. Musiał się nauczyć, skoro prowadził interes.
- Ha, to Jelito! Rzeźnik. Mieszka niedaleko. Kupuję u niego mięso. Mogę zawołać młodego, aby pana tam zaprowadził. Swoją drogą mam na kuchni wyborny gulasz z mięsa od Jelita, skosztuje pan? - wyczuł szansę na zarobek.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej