Tereny Valfden > Dział Wypraw

Ostatnie dni Hemis

<< < (4/23) > >>

Dragosani:
Tomasz szybkim spojrzeniem ocenił orka. Głównie jego posturę i broń. Głupi nie był, wiedział, że na takim podwiezieniu może skorzystać. Nie będzie trzeba płacić ochroniarzom.
- Oczywiście. Zaraz wyruszam do Efehidon. Przyda się dodatkowa osoba, szczególnie ktoś potrafiący uporać się z bandytami. Więc... witam na pokładzie, barwnie. - Wyszczerzył się. - Znaczy... tak w przenośni, bo wóz ciężko nazwać pokładem i ten... no, zaraz ruszamy!

Mogul:
Ork bez słowa wsiadł na wóz. Bandyci... jakby innych zmartwień nie miał.

Dragosani:
ÂŁowcy demonów martwią się inwazją demonów, kupcy bandytami. Każdy ma inne problemy. Wątroba pokrzyczał jeszcze trochę na ludzi, owi ludzie coś tam jeszcze porobili i po jakiś piętnastu minutach wozy ruszyły ulicami miasta do jego bram. Dotarli do nich dość szybko i wyjechali z Atusel. Wozy potoczyły się traktem do Efehidon. Czekało ich kilka dni drogi. I to przy dobrych warunkach. A były one nie najgorsze. Niebo było czyste, nie padał śnieg, a i trakt był wolny od błota, czy śniegu. Więc jechali.

Mogul:
Ork nawet nie miał zamiaru wdawać się w dyskusje z Wątrobą. Nie miał na to ochoty, toteż milczał obserwując okolicę i przeżuwając źdźbło trawy.

Dragosani:
Trawa była już nieco nieświeża. Naprawdę ciężko o świeżą trawę pod koniec mroźnego Hemis. Więc podgryzanie jej wcale nie było takie przyjemne, jak mogłoby się wydawać.
Jechali do stolicy, głównie w milczeniu. W milczeniu tym mijały godziny, dni nawet. Było też spokojnie. Na trakcie spotkali tylko kilka innych wozów, i.zdecydowanie nie byli to bandyci. Chyba, że kupców.zaliczyć do tej kategorii, co w niektórych przypadkach mogłoby być właściwie. Jechali więc dalej.

Miłego kilka dni. Głównie w milczeniu. Mogul nie zaczynał rozmowy, Wątroba i Wątróbka też. A kto wie co by było, gdyby porozmawiali? Może cała historia potoczyłaby się inaczej. Dotarli do Efehidon. Kupcy wysadzili orka na jednej z głównych ulic miasta, im. Dragosaniego. Teraz należało znaleźć jakiś transport na północ. W zasadzie to nie powinno być trudne, gdyż i tam często kursowali kupcy. Traktem, po rzece, zależnie od kupca. Więc można było wybierać. Mogul wybierał więc. Szukał i przebierał. I w końcu znalazł odpowiedniego kupca. Człek ów był niskie i gruby, handlował przyprawami. Pieprzem głównie. Nazywany był ÂŚledziona. Jacek "ÂŚledziona". Zgodził się zabrać orka i po godzinie wyruszyli w drogę. Traktem, nie rzeką. Również i ta podróż krótka nie była. Minęło trochę dni, nim wozy ÂŚledziony zbliżyły się do celu. Miasta Golinog w gminie Aqtos, w hrabstwie Terwor. Korowód wozów wjechał do miasta. Były ostatnie dni Hemis.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej