Tereny Valfden > Dział Wypraw

Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #4 [Lucas Paladin]

<< < (8/10) > >>

Funeris Venatio:
//Skoro już zacząłeś czarować, to jesteś Lucasem. Ale miałem napisać, że nim nie jesteś.
Jeden z nich pchnął Lucasa telekinezą, co świadczyło o tym, że znajduje się w randze co najmniej paladyna. Oczywiście stało się to wtedy, gdy znaleźli się już w odpowiedniej odległości. Lucas zatoczył się, upadł i runął w trawę. Otoczyli go z czterech stron.
- Heretyku! Zdrajco! - złorzeczyli w jego stronę.

Lucas Paladin:
Heretyku? Zdrajco? Co się tu kurwa dzieje? W głowie Lucasa kłębił się ogromn pytań, był ranny, do tego gonili go jego własni bracia, grożąc mu zapewne śmiercią lub innymi, mniej przyjemnymi rzeczami. Musiał wyjaśnić to z nimi, w końcu miał coś do powiedzenia. W przeciwnym razie musiał stanąć do walki, choć z mosiężnym mieczem i zwykłym pociskiem esencji i bez pancerza, nie miał zbyt dużo do powiedzenia.
- Heretyku? Zdrajco? Bracia, o co wy oskarżacie swego Kanclerza?

Funeris Venatio:
Lucas przypomniał sobie coś, co zrobił. Gdzieś był, dopuścił się jakiegoś czynu. Co to było dokładnie? Tego jeszcze nie wiedział. Ogarnął go mrok, gdy ktoś kopnął go okutym w stal butem w twarz. Obudził się w ciasnej i mrocznej celi. Znajdowała się ona w jakiejś piwnicy zamku, trudno było stwierdzić gdzie dokładnie. Mury i atmosfera niby znajome, więc można było domniemywać, że wtrącono go do lochów Bractwa ÂŚwitu.

Lucas Paladin:
Pamięć Lucasa ostro szwankowała. Nie miał pojęcia za go ściga go Bractwo, co takiego uczynił, ani jak było to karane. Domyślał się, że zapewne śmiercią, dlatego czym prędzej musiał wybrnąć z tej jakże niezręcznej sytuacji. Poszukał wsparcia u Tego, u którego zawsze je znajdował. Zamknął oczy, starając się oddać swoje myśli wyłącznie Zartatowi.
- Boski Aniele - zaczął - Cokolwiek uczyniłem, wiem, że Twoja łaska i zmiłowanie jest ponad moim ziemskim niebytem. Otul mnie swymi skrzydłami, opiekuj się Twym sługą niegodnym. Dodaj sił, abym mógł dobrze mówić przeciw moim oskarżycielom, nie pozwól nigdy mi się od Ciebie odłączyć, bo bez Ciebie jest nikim. O Zartacie, wysłuchaj swojego paladyna, daj mu godnie Ci służyć w tym życiu.

Funeris Venatio:
Lucas przypomniał sobie wszystko. Bractwo było potężną organizacją, lecz trawioną od środka wewnętrznymi konfliktami. Funeris Venatio na krucjacie w Otchłani, zmagał się z najgroźniejszymi przeciwnikami, jakimi dane było spotkać się komukolwiek w ostatniej historii tego świata. Został więc on, Lucas Paladin, otoczony przez hordy zawistnych i trawionych chorobą pomocników. Złe i mroczne siły przeniknęły do świata Zartata, niszcząc go kawałek po kawałku. Lucas jako jedyny dostrzegał zagrożenie i nie poddawał się namowom złych ludzi. W kulminacyjnym momencie, by ocalić znany mu świat i oddać go z powrotem w ręce Zartata, musiał sam przejść na stronę wroga. Sprzedał swoją duszę demonowi, przeniknął do środka i zniszczył go jego własną bronią. Bractwo ÂŚwitu powróciło od razu do normalności, jakby ktoś zdjął ciążący nad rycerzami potężny czar. Lucas jednak pozostał w konszachtach z demonem, ze zdeprawowaną duszą, wyklęty, posądzony o zdradę. Nie potrafił i nie mógł wytłumaczyć, że właśnie ich wszystkich uratował.
Pytanie jakie się nasuwało - czy mogąc przeżyć to wszystko jeszcze raz postąpił by tak samo? Zniszczył swoje życie, swoją karierę i stoczył się na samo dno tylko po to, by ocalić tysiące, jeżeli nie miliony istnień? Czy znowu stałby się tym, z kim poprzysiągł zawsze walczyć tylko po ty, by go pokonać? Co Lucas by zrobił w takiej sytuacji?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej