Tereny Valfden > Dział Wypraw
Themo sam w Mealdur Aernh
TheMo:
Najbardziej ucieszył się na widok liny. Zwinął ją i załadował do koszyka. Wziął jeszcze kilof i niosąc to szedł dalej w głąb korytarza w poszukiwaniu kolejnych sprzętów.
Gordian Morii:
No i zmusiłeś mnie do tego. Cóż. Tak szedłeś sobie korytarzem zwracając uwagę na to, na co nikt inny nawet by nie spojrzał. Znalazłeś po drodze, deskę 5x25 cm prawdopodobnie bukową, chociaż ciemność i temperatura panująca w tym miejscu sprawiło, że drzewo bardzo zszarzało i pokrzywiło się od wilgoci. Kawałek dalej znalazłeś rozbite wiadro i pękniętą łopatę, ukruszony oskard leżał ledwo metr dalej. Odnalazłeś też jakieś dziwne grzyby jaskiniowo-tunelowe na które prawdopodobnie nikt nigdy nie zwracał uwagi oraz skrzynię pełną jakiegoś czegoś, co wyglądało jak urobek, chociaż nic o tym nie świadczyło i równie dobrze mogła to być zwykła kupa kamieni. Nieopodal stały trzy beczki pełne piasku i jakaś prymitywna waga sporządzona ze sprężyny, dwóch haków i przytartej tarczy. Nie wiem czy ktoś tutaj zamierzał poszerzyć ten tunel czy co, ale szpargałów budowlano-górniczych było Ci tu aż nadto. Mogłeś spokojnie wybudować sobie domek lub trumnę. Szedłeś więc dalej spotykając i prawie potykając się o jeszcze więcej przydatnych przydasiów. Nie będę już szedł po kolei, ale wypiszę co ciekawsz znaleziska. Kilkadziesiąt szmat, różnej powierzchni, gramatury, koloru, wilgotności i stopnia rozkładu. Kosz, koszyk i koszyczek z wikliny, słomy i łyka, 16 wiader różnej pojemności i stopnia zużycia. 2 miotły, jakieś dziwne coś z hakiem, co kiedyś chyba było bosakiem. Drabina z dwoma brakującymi szczeblami, 4 szczeble do drabiny, kilka worków płóciennych, stolik, cztery stołki, rozbity kufer, dwie grzywny, pusty słoik, cebrzyk z wodą w której coś pływało, zdechłego nietoperza, ledwo żywą żabę, 8 taaakich pająków, jedną muchę samobójcę i dziurawego buta, wraz ze stopą i częścią kości piszczelowej.
TheMo:
Tyle wygrać, znaczy znaleźć. Od razu przystąpił do zbierania fantów. Zapakował potrzebne rzeczy do wiaderek i koszyków i obrał drogę powrotną ucieszony znaleziskami. A żeby było krócej daję rozpiskę: lina wspinaczkową 25 metrów, koszyk, stary kilof, pęknięta łopata, ukruszony oskard, prymitywna waga, trzy większe kawałki szmat, 2 wiadra, 2 miotły, jakieś dziwne coś z hakiem, 4 szczeble do drabiny, worek, dwie grzywny, pusty słoik, zdechłego nietoperza, ledwo żywą żabę.
Tak obładowany wracał do wyjścia.
Gordian Morii:
Doszedłeś do wyjścia. Z masą sprzętu i materiałów, które po poddaniu odpowiedniej przeróbcie mogły zamienić się w doskonałej jakości sanie, co nie było głupim pomysłem, bo śniegu najebało już z pół metra. Brakowało Ci tylko desek, jakiegoś futra, żeby to sobie wyścielić, prowiantu i co najważniejsze zwierzęcia pociągowego. No cóż, na konia, jelenia ani renifera nie było co liczyć, ale zaraz, zaraz... Czy przypadkiem na piętrze nie znajdował się upośledzony psychicznie wampir z siłą wampira, wampirzym sprytem i szybkością? Co prawda ciężko z nim byłoby prowadzić dysputy na temat poezji, sztuki czy muzyki, ale jako zwierzę pociągowe nadawałby się wręcz idealnie!
Problemem było tylko sporządzenie odpowiedniej uprzęży i schwytania pojeba. A także wykonania jakiegoś wabika, który pozwoliłby Ci na sterowanie tym wehikułem.
Aaaaa. Zapomniałbym. Potrzebowałeś oczywiście jeszcze gwoździ i młotka. Bo te sanie trzeba jednak skonstruować.
TheMo:
Wrzucił cały sprzęt do taczki, która dalej tam stała. Wybrał tą w najlepszym stanie i zaczął obmyślać plan powrotu. Mógł albo jakoś płynąć albo przebić się przez te zaspy. Bez porządnej łódki utonie po godzinie dryfowania. Przez śnieg też będzie się ciężko przedostać, chyba że... Sanie! To znakomita myśl, którą właśnie podrzucił mu jakiś dobry duszek czuwający nad jego losem. Podziękował mu w umyśle i wziął jeden z koszyków. Powrócił do twierdzy i szukał drogi na górne piętra, których jeszcze nie zwiedził. Liczył, że tam znajdzie potrzebne narzędzia i inne przydatne rzeczy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej